Strona Główna




Można mnie też znaleźć - już od stycznia 2009  na - Świat Indii,  na blogu Zahry prowadzonym od maja 2008 roku  

W każdą ostatnią środę miesiąca o godz. 18-j  odbędzie się w restauracji indyjskiej "Mantra" bezpłatny pokaz filmu indyjskiego w języku hindi

 (z napisami polskimi:).

"Mantra" mieści się w Gdańsku, na Przymorzu na tyłach domu handlowego Alfa, na ul.  Krynicka 7 (530 171 717).



27 stycznia 2015 wydano książkę o Indiach. Skądinąd bliską mi książkę:)

 

 post z VI I  2015


Źródła Miłości - Kishwar Desai
Origins of Love 2012/ po pol. 2013
 

Już sam tytuł odrzuca, a jednak Indii szukam nawet w powieścidłach, tu wokół tematów dla wielu kontrowersyjnych. Autorka, urodzona w 1956 roku  Kishwar Desai



 pisze w sposób, który ma obudzić ciekawość, zachęcić do podążania wzrokiem i wyobraźnią kartka za kartką po to, by odpowiedzieć sobie  na pytanie: co dalej? Co dalej ze zbierającymi na wykształcenie dzieci



matkami surogatkami, na które w głuchych wioskach indyjskiego Uttar Pradesh czekają rodziny?



 Co dalej z surogatką zarażoną w Delhi HIV-em tylko dlatego, że jakaś angielska matka chciała choćby oddając własną komórkę jajową dać życie potomkowi  umierającego na AIDS syna? Co dalej z dzieckiem z nasienia zmarłego geja? Jak rozwinie się w Indiach muzułmański dżihad i hinduska krucjata przeciwko używaniu indyjskich macic




 do noszenia dzieci białych par, szczególnie homoseksualnych? Czy bramiński polityk otrzyma dziedzica swojej władzy noszonego w ciele dalitki-surogatki? Czy czterdziestokilkuletnia pracownica socjalna znajdzie miłość u Brytyjczyka hojnie obdarowującego swoją spermą spragnione macierzyństwa samotne kobiety? Akcja książki rozgrywa się pomiędzy Delhi,



 
Mumbajem




 i Londynem.

W roli głównej pieniądz zdobywany na stęsknionych za rodzicielstwem





w kontrowersyjnie przemieniającym się świecie.

Przeczytałam. Zaraz zapomnę.



 

 

 






Kolejny raz Iwan Bunin (po niedawno przeczytanej  "Lice", a przedtem "O Czechowie").



Nadal z żalem, że nie po rosyjsku.

Jeśli nie lubisz opisów krajobrazów,



nie czytaj. Jeśli lubisz opisy relacji ludzkich i  portrety osób dręczonych tęsknotą za miłością,



przedrzyj się przez te opisy natury,



które są preludium do przedstawienia ludzkich losów.


Swoją drogą nabrawszy w siebie tyle obrazów chmur,



złapałam się na tym, że częściej i dłużej patrzę w niebo. Za com Buninowi wdzięczna.
W tomiku "Róża Jerycha" zebrano z pięćdziesiąt opowiadań rosyjskiego pisarza zmarłego w 1953 na obczyźnie, w Paryżu. Kamieniem milowym dla książki i jego życia jest rok 1919. Rok, w którym pięćdziesięcioletni Bunin



na zawsze opuścił zmienioną zwycięstwem bolszewików Rosję. Część opowiadań pisana jest z krajobrazami ojczyzny przed oczyma,



część na obczyźnie w tęsknocie za nimi.



Niektóre opowiadania (np "Ignac", "Wesoła zagroda") porażają przygnębiającym realizmem obrazów, inne czarują, rozszerzają oczy czytającego.
Jako ktoś, kto z pasją wszędzie szuka Indii, nie mogłam nie zwrócić uwagi  na jej obecność w "Nocy"
- "Pamiętam, że kiedyś miriady lat temu, byłem koźlęciem". Sam też doświadczyłem czegoś podobnego (akurat w krainie tego, kto powiedział te słowa - w tropikach Indii): doznałem przerażającego uczucia, że byłem już kiedyś tutaj, w tym rajskim cieple."

Wiele opisanych przez Iwana Bunina zdarzeń wydaje się podpatrzonych, podsłuchanych, dopisanych do kilku słów, zdań zamienionych przez osoby, które za chwilę znikną z pola widzenia narratora, które lata temu przepadły gdzieś w mrokach zlanej krwią rewolucji Rosji.   Czy Bunin ma lat 50 czy 70, czy też nie żyje od ponad pół wieku tęsknota za miłością, za nieśmiertelnością trwa.




Jeśli ktoś chce trochę szczegółów to poniżej, wraz z cytatami.

 Możemy się tu odnaleźć w sytuacjach:
- gdy w "NOCY" melancholię narratora budzą słowa  Eklezjasty, gdy mierzy on się z błogosławieństwem i przekleństwem, jakie niesie pisanie, zmaga się ze starzeniem się szukając balansu między zmiennością a stałością siebie, gdy "przez całe życie pragnąc potwierdzić i wyodrębnić" swoje JA stapia się o świecie z doświadczeniem Piotra opłakującego zaparcie się Jezusa, gdy chcąc "przezwyciężyć to, co się nazywa moją śmiercią" wyraża siebie w pisaniu, pytając:
"Kto i po co zaszczepił we mnie nienasyconą potrzebę zarażania (innych) tym, czym sam żyję, oddawania im siebie i szukania w nich współodczuwania, jedności -  potrzebę stapiania się z nimi?"

Możemy w tych opowiadaniach znaleźć też następujące obrazy:
- Odessę, w obrazach której z trudem szukam więzi z kilkoma pozostałymi mi w pamięci wspomnieniami miasta,(HALA HANSKA), Odessę, w której cytaty z Szekspira stają się punktem wyjścia dla chwilowego uniesienia miłosnego na urwistym morskim brzegu (W TAKĄ NOC)
- oczyma dziecka pokazany sklep rzeźnicki, w którym matka kupuje właśnie przecinaną głowę cielęcia (GŁOWA CIELĘCIA)
- po latach, gdy wielu przyjaciół narratora już zmarło  wraca on wspomnieniami do miejsca, gdzie gdy jeszcze  nocą trzymał za rękę zmarłą wkrótce dziewczynę (PÓŹNA GODZINA)
- marzenie o posiadaniu wizytówek i czyjaś litość przemieniona w czułość i pożądanie (WIZYTÓWKI)
- z ciemności stepu jadący narrator zbliża się do ogniska i w jego blasku widzi kilka czujnych cygańskich twarzy i obietnicę w oczach młodej Cyganki (OGNISKO)
- stara nikomu niepotrzebna kobieta płacze rozdzierająco, a wokół niej bawi się w teatrach i salonach bardzo krytycznie przez Bunina przedstawiona Rosja (STARA KOBIETA)
- Iwan Iwanowicz, człowiek bez właściwości, żyjący ubogą rutyną snu i pracy zaczyna doświadczać czegoś innego w urzeczeniu naśladując swego sąsiada, zrujnowanego księcia (NIEGDYS) - Bunin wspomina ich wołając :"Drogi książę, drogi Iwanie Iwanowiczu, gdzie teraz gniją wasze kości? I gdzie nasze wspólne głupie nadzieje i radości, nasza daleka moskiewska wiosna?"
- narrator odwiedza od lat leżącego w izbie sparaliżowanego  chłopa Prokopa; jego światem stało się zabijanie much i myśli o przeszłości a mimo to nie stracił on radości życia i wdzięczności za nie; "Czy to rosyjska cierpliwość? Wschodnia pokora wobec losu? Swiętość?" - pyta siebie Bunin (MUCHY)



CYTATY:
- "W istocie my wszyscy, żyjący w pewnym okresie razem (...) powinni byśmy żywić do siebie nawzajem największą tkliwość, uczucie rozczulającej do łez bliskości, niemal zachwytu, i powinni byśmy wprost krzyczeć ze strachu i bólu, kiedy los nas rozłącza, za każdym razem nie wiadomo, na jak długo, mając za każdym razem całkowitą możliwość przekształcenia każdego naszego rozstania, nawet dziesięciominutowego, w wieczne".

- "Boże, oddal ode mnie lenistwo i przygnębienie. Niczego więcej mi nie potrzeba."

- "Z żądzy samoudręczenia, odrazy do uzdy, do pracy, do życia, z namiętności do wszystkich masek - tragicznych i błazeńskich - Ruś od wieków bez końca rodzi tych ludzi".

- "Całe życie żyję pod znakiem śmierci - a jednak całe życie czuję się tak, jakbym nigdy nie miał umrzeć".
- " Tak, Panie, słyszę już Ciebie. Ale jeszcze mi gorzkie rozstanie z oszukańczą i gorzką słodyczą Istnienia. Jeszce mi straszna Twoja istota nie mająca początku ni końca".

Bunin: potrzebne temu, kto pisze:
- "Zdolność szczególnie silnego odczuwania nie tylko swojej epoki, lecz i obcej, minionej, nie tylko swego kraju, plemienia, lecz i obcych, nie tylko siebie samego, lecz i innych ludzi - to jest, jak się zwykło mówić, zdolność przeobrażania się, a oprócz tego żywą i szczególnie plastyczną Pamięć."

- o żebrzącym ślepcu:
"Wszyscy jesteśmy w istocie dobrzy. Oto idę, oddycham, widzę, czuję - niosę w sobie życie, jego pełnię i radość. Co to znaczy? To znaczy, że odbieram i przyjmuję wszystko, co mnie otacza, że jest mi to miłe, przyjemne, bliskie, wzbudza we mnie miłość. A więc życie jest niewątpliwie miłością, dobrocią, i ubytek miłości, dobroci jest zawsze ubytkiem życia, czyli śmiercią. I oto on, ten ślepiec woła do mnie, kiedy go mijam: Spójrz i na mnie, poczuj miłość i do mnie; wszystko jest ci bliskie w ten piękny poranek, a więc i ja jestem bliski; a skoro jestem bliski, nie możesz pozostać nieczuły na moją samotność, na moją bezradność".
Kopia mojego postu z blogu valley-of-dance i mojej strony nietylkoindie.pl

 


To moja czwarta książka pakistańskiej pisarki Kamili Shamsie. Poruszona ostatnio  Wypalonymi cieniami, poszukałam na półkach biblioteki jej kolejnej (po Złamanych wersetach i Soli i szafranie) książki. Przeczytałam ją z ciekawością, choć  z większym dystansem niż Wypalone cienie. Znowu jednym z bohaterów jest rodzinne miasto autorki Karaczi.

Kamila Shamsie

opisuje je z taką pasją, że aż zapragnęłam dojechać kiedyś do tego miejsca, choć wiem, że z obawy, iż Indie z powodu wizyty w Pakistanie mogą mi robić trudności z wizą, nie zrobię tego. Bohaterowie tej historii żyją między Pakistanem,


 

Anglią, a Ameryką. Między Karaczi, Londynem, Bostonem, a Nowym Jorkiem. Pakistan to dzieciństwo, Zachód to miejsce, w którym zdobywa się wykształcenie i które kusi  wyborem bezpieczniejszego życia na przyszłość.

Akcja tej opowieści rozgrywa się na kilku płaszczyznach czasowych. Od dzieciństwa po dorosłość głównych bohaterów, z dramatem ich rodziców przeżywanym w cieniu wojny 1971,

 

w wyniku której  Wschodni Pakistan wyzyskiwany przez Zachodni stał się odrębnym państwem Bangladesz. Karim i Raheen znają się od dziecka, rozumieją się w pół słowa, czytają swoje myśli. Ich związek wyrażają słowa "Gdybym ja nie był mną, ty nie byłabyś sobą". Pewnego dnia jednak cień dramatu, który wynikł w przeszłości z faktu, że rodzice ich zamienili się kiedyś  w parach narzeczonymi, rozdziela ich. Raheen dorasta w Karaczi.

Karim wyjechawszy z rodzicami do Londynu doświadcza na Zachodzie rozpadu małżeństwa rodziców. To, co trudne, to co boli z daleka ich nie łączy, ale dzieli. Spotykają się po latach próbując odzyskać swoją miłość, teraz już jako ludzie dorośli. Wbrew urazom, zranieniom, przemilczeniom.

To, co mnie zaciekawia to powikłania w relacjach i próby rozwiązania zagadki z przeszłości rodziców, a także, zmaganie się z żalem, poszukiwanie przebaczenia. I Karaczi  ze swoim portem morskim, 

podzielone na muhadzirów, tych, którzy przybyli na ziemie dzisiejszego  Pakistanu uciekając z Indii po Podziale 1947

sewerhistory.org

 

  i na tych, którzy tu mieszkali wcześniej, na tych rodem  z Pakistanu Zachodniego i Bengalczyków ze Wschodniego. I dramat tych, którzy zostają w  targanym konfliktami, udręczonym przemocą Pakistanie i tych, którzy tęskniąc za nim próbują się wpisać w krajobrazy Zachodu, coraz mniej rozumiejąc tych, którzy zostali w Ojczyźnie. Co wybrać?

W książce:

- pastisz lubianych przeze mnie "Niewidzialnych miast" Italo Calvino

- pasja tworzenia map, szczególnie Karaczi,

 

która koresponduje z moim upodobaniem do tworzenia emocjonalnych map ważnych dla mnie miejsc

- odniesienia do złożoności sytuacji pakistańskiej np szkoły zamknięte z powodu walk sunnitów z szyitami (podczas szyickiego święta Aszura)

 

-  wzmianka o nieznanym mi pakistańskim  malarzu . To Abdur Rahman Chughtai (1899 1975)




Abdur Rahman Chughtai

Zaczynam szukać jej debiutu "In the City by the Sea". A w nim znowu Karaczi.

CYTATY:

- Objęcia Indusów śmiałość ich w porównaniu z echem objęcia w męskim wydaniu ludzi z Zachodu "postawa nie-możemy-pozwolić-aby-w-naszym-kontakcie- fizycznym-kryło-się-coś-intymnego-więc-na-powitanie-najlepiej-walnijmy-się-po-plecach."

- "Potępianie innych jest równoznaczne z przekonaniem o własnej doskonałości. Ale jak można kogoś potępiać, jeśli nie wślizgnęło się do jego duszy, nie rozejrzało się po okolicy i nie zobaczyło, jakie gnieżdżą się w niej węże, jakie przepaście ją przecinają? Jak można kogoś krytykować, skąd się wzięły te węże i przepaści, i co oznacza codzienne zmaganie się z nimi? Czyż nie powinniśmy być  po prostu wdzięczni, że w chwili chwili obecnej możemy sobie pozwolić na życie w godności."

-"To najgorszy ze sposobów na wspominania, ta tendencja do dziobania w skórkę anegdoty, w nadziei, że za chwilę wytryśnie spod niej gorący strumień symbolizmu."

- " W roku 1947 stworzono Wschodni i Zachodni Pakistan, dzięki czemu fallus Indii obdarzony został jądrami".


 


 

Geograf przepił globus  - szczęście nie za górami
Reż. Aleksander Weledinskij (Żywy/Живо́й, Rosyjkie/Русское)
Scen. Aleksander Weledinskij (współautor  filmu Brygada)
2013
Географ
глобус пропил
rosyjski
8 nagród (Nika za film, reżyserię, role- K. Chabienski i Eliena Liadowa, za muzykę Alieksiej Zubariew, 4 nominacje - za scenariusz, za rolę - Aleksander Robak, Anfisa Czernych)
IMDb 7.6/10





Okoliczności życia zmuszają biologa Wiktora Służkina (Konstantin Chabienski) do przyjazdu do miasteczka Perm,



 gdzie  znajduje on pracę  szkole. Z niechęcią  spotkawszy się z oporem u uczniów zaczyna uczyć geografii.



Żona, 
Nadia (Jelena Liadowa) ma poczucie, że z latami ich małżenstwo zmierza ku rozpadowi, Wiktor czując się coraz bardziej rozczarowany życiem, coraz częściej pije. Jej odwrócone nocą plecy pogłębiają jego osamotnienie i zobojętnienie. Zrezygnowany godzi się na to, by Nadia odeszła od niego wybierając jego kolegę, cieszącego się powodzeniem materialnym Budkina (Aleksander Robak). Urozmaiceniem w jego życiu staje się klasowy wyjazd na spływ rwącą rzeką.



W sytuacji, która wymaga od Wiktora odpowiedzialności za zabranych w lasy Syberii nastolatków, zawodzi on. Tak często się upija, że uczniowie pozbawiają go roli ich opiekuna i szefa wyprawy.

Ryzyko pokonania niebezpiecznego progu na rzece podjęte przez uczniów  poza jego kontrolą jeszcze bardziej podkreśla jego bezsilność.



 Czy Wiktor utrzyma się w swoich rolach nauczyciela, męża i ojca?

Nie czytałam powieści
Alieksieja Iwanowa  wg której sfilmowano opowieść o nieudaczniku z Perm, kolejnej postaci "лишней" (niepotrzebnej) w literaturze rosyjskiej, słyszałam jednak, że jest powieścią wyjątkową.  Czy także w powieści wszystkie relacje bohatera: z żoną (zagraną przez Elenę Liadową, która zrobiła na mnie wrażenie w Lewiatanie),



przyjacielem,

kobietą, która go podnieca, zakochaną w nim



 uczennicą,



 innymi uczniami są letnie? Bohatera charakteryzuje postawa obojętności wobec siebie i świata podtrzymywana emigrowaniem w alkohol. Prawie symbolicznie w jego sytuacji przedstawiono Rosję szukającą odurzenia w alkoholu i uczącą tej postawy młodzież. Mimo to  Aleksander Weledinskij




pokazuje swoich bohaterów w taki sposób, że budzą oni współczucie. Przedstawiona rzeczywistość zwykłych ludzi w zwykłych, często zniszczonych miejscach: mieszkaniach, klasach, izbach, dla których przeciwwagą są lasy koło Uralu, jawi się bardzo prawdziwie. I pesymistycznie, nawet jeśli optymistycznym akcentem jest pokonanie przez młodych samodzielnie niebezpiecznego progu rzeki.


Symbolicznie jednak zostają oni w niebezpiecznym momencie pozostawieni bez przewodnika, który nie jest w stanie być przewodnikiem  dla siebie samego.
Ciekawy film i przejmująca rola Konstantina Chabienskiego, którego znam z filmów Duch i Radca stanu.






Obcy w domu - Raja Shehadeh

Strangers in the House
(autor Palestyńskich wędrówek")


Palestyńczyk Raja Shehadeh w swojej książce pisanej w pierwszej osobie przedstawia swoje życie od chwili narodzin w 1951 roku po rok 1985, najważniejsze znaczenie przydając relacji z ojcem, znanym palestyńskim prawnikiem, kontrowersyjnym wśród rodaków ze względu na postawę szukania kompromisu z Izraelczykami. R.S. mierzy się ze swym ojcem rozdarty między własne pragnienia bycia pisarzem, utrzymania więzi z Amerykanką Carol, a spełnianie oczekiwań ojca, które czyni zeń kolejnego prawnika w rodzinie. "Blade odbicie zewnętrznego ja ojca", "zakładnik cudzych wspomnień (...) i poglądów", żyjący "cudzą świadomością miejsca i nigdy nie myślący, że ma prawo do własnej", tak pisze z goryczą o swojej młodości. Dramat osobisty autora rozgrywa się w kontekście wydarzeń wojny izraelsko-palestyńskiej,



klęski Palestyny,



 życia pod okupacją izraelską,
 stopniowego zagospodarowywania ziemi palestyńskiej przez osadników żydowskich, walki o tożsamość państwową Palestyny.



Akcja książki rozgrywa się w miejscach przebywania autora
- w Ramallah,


- utraconej na rzecz Żydów mitycznej w rodzinie Jafie,

- w Bejrucie

 i Londynie, miejscach studiów autora,
- w Dublinie ze względu na jego fascynację Joyce'm,
- w indyjskich Madrasie, w aśramie Auroville, gdzie autorowi udaje się znaleźć dystans w swojej zależności od ojca


- w Nowym Jorku
- w Jerozolimie
- w izraelskich więzieniach, gdzie autor przebywa albo w charakterze obrońcy albo więźnia.



Z ciekawością czytam o Bejrucie, który poznałam kiedyś schodząc w nim ze statku na ląd:

- "Bejrut początku siedemdziesiątych lat ubiegłego wieku był ekscytujący, zepsuty, wulgarny, wyrafinowany i niebezpieczny."
- "Dopóki sprzeczności między tymi grupami były do opanowania, dopóty ludzka różnorodność tworzyła piękny tygiel. W Libanie byłem zawsze świadom wrzącej tuż pod powierzchnią przemocy".

i o poznanym w to lato Auroville:
- "Mój pobyt w Indiach ... zostawił niezatarty ślad w mojej duszy. Uświadomił mi istnienie alternatywy dla życia, które dotąd prowadziłem.", pisze autor. Jednocześnie przedstawia ten pobyt satyrycznie. Próba odnalezienia siebie a w aśramie w Auroville, gdzie wśród przybyszów z Europy 23-letni bohater w poszukiwaniu siebie zacząwszy dzień powitaniem słońca nad oceanem wysłuchiwał od grubego hinduskiego jogina opowieści o strasznym Zachodzie, na którym smaży się bekon pachnący jak płonące na stosie pogrzebowym ciało ojca jogina, a nocą czuwał wpatrzony w nieosłonięte szybą okienko, bojąc się, czy nie pojawi się w nim kobra lub skorpion.

Najbardziej jednak poruszają mnie obrazy tracenia tożsamości państwowej Palestyny, wywłaszczanie jej z ziemi przez Izrael. Szokują też sceny gnębienia Palestyńczyków w więzieniach izraelskich, do których bohater wkracza jako obrońca uwięzionych. Cela nieoświetlona, by zdezorientować odmawiając snu i jedzenia, codzienne bicie. Jedzenie po 2 dobach głodzenia podawano w ubikacji wymazanej kałem; zlanego zimną wodą więźnia ustawiano pod wiatrakiem, by przeżył mękę chłodu. Więźniowie skuci w kajdanki za ręce wisieli na kołkach w ścianie, z głowami zakrytymi śmierdzącymi workami, bez zgody na wyjście toalety. Gdy umęczeni oddawali mocz pod siebie wymyślano im i policzkowano ich.



 R.S. pisze tak realistycznie, chwilami poetycko, chwilami brutalnie, że odniosłam wrażenie,



 iż czytając książkę jestem w Palestynie, przeżywam z nią upokorzenie, czuję bunt i tęsknię za godnością.



CYTATY:
- "W XXI wieku Palestyna pozostaje jednym z niewielu wciąż istniejących przykładów krajów zawłaszczonych przez projekt kolonialny, który posługuje się religią, by pozbawić rdzennych mieszkańców prawa do ich własnej ziemi".



- OWP zaczęła liczyć się po 1968 po odparciu izraelskiego ataku na obóz uchodźców w Jordanie w Karame, które to zwycięstwo zradykalizowało nastroje w świecie arabskim.

- "Aresztowany może powiedzieć to, czego nie może powiedzieć żaden z nas. Ma więcej godności w więziennych drelichach niż ja w garniturze. Więzień zdecydował się walczyć o swe przekonania."




Ojciec do syna: "Ty będziesz jechał na moim grzbiecie, dopóki mi go nie złamiesz."
"Tamtego wieczoru poczułem pustkę w żołądku, jakby wypatroszono mi wnętrzności. Pozostało jedynie uczucie upośledzenia, jakie potrafią wywołać u dzieci tylko rodzice"

"Dorastałem jako polityczna dziewica w sytuacji przypominającej burdel polityczny."

Autor w po porozumieniu w Oslo z 25 XII 1995 roku okupacyjna armia wycofała się z terenów uznanych za Autonomię Palestyńską:
"Uczucie wyzwolenia było odurzające. Móc pójść gdziekolwiek w mieście bez obaw, że zostaniesz zatrzymany przez izraelskich żołnierzy,



 nie zastanawiając się, czy nie poddadzą cię przesłuchaniu, nie upokorzą, nie pobiją, nie aresztują albo nie każą stanąć w rozkroku z dłońmi opartymi o ścianę.



 Wejść do sklepu i wyjść nie będąc obserwowanym przez uzbrojonych żołnierzy stojących na dachach wyższych budynków z wymierzonymi w ciebie karabinami gotowymi do strzału. Po latach rządów okupanta miasto nareszcie wracało w nasze ręce."

- "Zdawałem sobie sprawę, że rzeczywistość werbalna jest mi bliższa niż doświadczenie zmysłowe."

- "Czy ludność kolonii nie zaczyna z czasem podziwiać swoich kolonizatorów?"
- "Jak ktoś, kto jest pisarzem i kogo powinna obchodzić świadomość innych, może nie chcieć dowiedzieć się więcej?" - zdziwiony, że spotkany pisarz mówi tylko osobie nie chcąc poznać rozmówcy.





Lubię książki, które mogę czytać  nie po kolei.  Tu - w książce o żonach pisarzy - miałam wybór.  Czy zacząć od czytania o żonie Jana Kasprowicza, Jerzego Iwaszkiewicza czy Rosjan Osipa Mandelsztama i Lwa Tolstoja ? Pomna niedoczytanych "Dzienników" Tołstoja, zaczęłam od opowieści o młodszej o naście lat od męża Zofii Tołstoj.

Czytają swoje pamiętniki. On niezadowolony z siebie dopisuje coś by spełnić jej oczekiwania, wbrew prawdzie, co wykrzywia ich relacje. Pisanie pamietnika z myślą o karmieniu zapisami kogoś, o nie ranieniu go.
Motto zaproszenia ślubnego niech 1 nie rośnie w cieniu drugiego. Ona, 18 latka poślubiona przez 34-letniego pisarza rośnie w jego cieniu spełniając tylko i aż role żony i matki.


Niech jedno nie pije z kielicha drugiego.
"Muszę dopisać coś dla niej...czego dla siebie bym nie pisał ...)
Przejrzałem jej pamiętnik - spod słów czułości zieje ukryta złość". Na moim zaproszeniu ślubnym słowa Gibrana :

Napełniajcie swe kielichy, lecz nie pijcie z jednego (..) 

I stójcie razem, ale nie nazbyt blisko,

bo oddzielnie stoją filary wspierające świątynię,

a dąb i cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.


" Toczę się, toczę się ku śmierci i ledwie czuję w sobie sił, by się zatrzymać. A ja nie chcę śmierci, chcę i kocham nieśmiertelność."
13 dzieci, strata  pięciorga w dzieciństwie i w między czasie "przepisalam osiem razy "Wojne i pokój", " Annę Kareninę" jeszcza cześciej.

Po Tołstoju kolej na Osipa Mandelsztama, po Rosjanach sięgając po Polaków Jana Kasprowicza



 i Jarosława Iwaszkiewicza. Każdy z nich ożenił się z kobietą o silnej osobowości. Wszyscy przetrwali w małżeństwach  do śmierci, kto 50,  kto 15 lat.  Tylko Iwaszkiewicz przeżył swoją żonę i to o trzy miesiące.  Wszyscy byli starsi od swoich żon, Tołstoj 16,



 a Kasprowicz 32 lata.  W dwóch małżeństwach nie było dzieci, w jednym dwoje, a u Tołstoja trzynaścioro (z czego pięcioro zmarło w dzieciństwie).



  Trzy  z tych małżeństw stworzyły domy, których nawet nazwy weszły do literatury - Tołstoj Jasną Polanę, Kasprowicz zakopiańską Harendę, Iwaszkiewicz podwarszawskie Stawiska. Mandelsztamom w ciągłych ucieczkach, zesłaniach nie udało się stworzyć stałego  domu, choć u Nadieżdy ze wzruszeniem przeczytałam w jej liście napisanym do zesłanego męża "Teraz nawet nie patrzę w w niebo. Jeśli zobaczę chmurę, komu ją pokażę? Czy pamiętasz, jak wyprawialiśmy nędzarskie uczty w naszych ubogich wędrownych domach-kibitkach?  Pamiętasz, jak smakuje chleb, kiedy wydaje się cudem i kiedy je się go we dwoje?"

Literaturoznawca, Radosław Romaniuk ,w którym najwięcej ciekawości budzi osoba Tołstoja i Iwaszkiewicza, pisze o tym ciekawie, często cytując wypowiedzi osób zainteresowanych, lub relacje ich współczesnych. W rozdziale poświęconym małżeństwu Lwa Tołstoja autor oddaje głos samych bohaterom. Te same zdarzenia widzimy opisane w dzienniku Zofii Adriejewnej lub Lwa Nikołajewicza, lub jego lekarza, sekretarza, ich dorosłych dzieci, gości  pisarza (wśród nich  Maksym Gorki). Kalejdoskop z tych samych szkiełek za każdym razem tworzy inną mozaikę.
Na małżeństwa patrzymy od strony żon. Trzy z nich były jedynymi żonami, jedna trzecią żoną.  Trzy z opisywanych żon były Rosjankami. Trzy z nich wydały swoje książki.  Zawsze w cieniu literatury mężów.
Przeczytałam z ciekawością.




W zatytułowanym "Talent do życia "rozdziale  o Marii, wychowanej na Zachodzie Rosjanki,



która miała odwagę poślubić trzydzieści lat starszego od siebie , porzuconego przez żonę poetę Jana Kasprowicza,



a po jego śmierci zabiegając o pamięć o nim szukać miłości u dużo od siebie młodszych pisarzy, ciekawił mnie wątek jej rosyjskiej duszy,

    "W żyłach moich płynęła jej krew - rosyjskiej ojczyzny -  ten sam co i w niej zryw, nieokiełzanie, te same możliwości burzycielstwa, ten sam zryw ku nowej przyszłości.", pisze.
    "W rosyjskiej tradycji choroba potrafi być stygmatem życia duchowego".(R. Romaniuk)

ale i pasja życia:

    "Miała dar nie gasnącej młodości  "Starość jest niczym innym, jak życiem  zrezygnowanym, uginającym się pod ciężarem niespełnionych marzeń i nadziei - mówiła. - Ja byłam w życiu szczęśliwa! I zawsze walczyłam z niweczącą potęgą lat,



by zachować świeżość, świąteczność  istnienia, nie stracić związku z życiem". (Barbara Wachowicz o niej)

 Czytając  zatytułowany "Anna od Aniołów" rozdział o małżeństwie Iwaszkiewiczów, zastanawiałam się, jak to możliwe, że zainteresowany mężczyznami biedny pisarz  wzbudził tak wielką miłość w Annie, że porzuciła dla niego tuż przed ślubem księcia Radziwiłła,



 że przeżyli razem 57 lat,



że wyciągał ją  z mrocznych depresji, że uwiecznił  ją w " Matce Joannie od Aniołów", że zmarł 3 miesiące po jej śmierci.
Najbardziej jednak zaciekawiły mnie rozdziały rosyjskie.

W rozdziale zatytułowanym "Dramat Zofii Andriejewny" przedstawiono prawie 50-letnie małżeństwo zakończone  ucieczką 82-letniego Lwa Tołstoja  z domu, ukrywaniem się przed żoną i śmiercią na stacji kolejowej w drodze,   prawie jak zapowiedział: "mimo wszystko mam jeszcze nadzieję, że umrę pod płotem."


W ich małżeńskiej rozgrywce   niektóre z ośmiorga dorosłych dzieci przyjęły stronę matki. Inne ojca. Stąd Lew liczył np w sprawie przekazania po jego śmierci praw do książek nie rodzinie, a  społeczeństwu na pomoc córek Tani i Saszy. Jego dążenie do  ewangelicznej prostoty, rosnącej duchowości w przeżywaniu świata, niezadowolenia, gdy rzeczywistość odstaje od pragnień i egoizm twórcy - wszytko to stało się zarzewiem konfliktu na skutek, którego małżonkowie nie pojednali się przed śmiercią.



W zatytułowanej "Radziecka ruletka" opowieści o Nadieżdie Mandelsztam i jej mężu, poecie Osipie Mandelsztam  najbardziej poruszył mnie realizm w przestawieniu mrocznego czasu Rosji lat trzydziestych .
W swoim czasie czytałam wydaną nielegalnie "Nadzieję w beznadziei", w której Nadieżda Mandelsztam opisała swoje życie z mężem wplecione w czas stalinizmu. W tym czasie zaczytywałam się też wierszami Osipa, który przeczuwał, że doczeka się szybciej jamy niż ulicy  imieniem. Mandelsztama.
 Nadieżdie,  przyszło w życiu doświadczyć:

- życia jako niespełnionej obietnicy. Poznali się w 1919 roku.



Córka zdeklasowanego przez rewolucję prawnika kijowskiego, siostra zabitego w walce z bolszewikami. To był czas, gdy z Odessy odpływały statki z uchodźcami,  w 1931 zmarł Blok i rozstrzelali za spisek przeciw bolszewikom poetę Mikołaja Gumilowa. Rok potem Nadieżda i Osip to  obdarci pariasi (on już niedrukowany)

- czekania. R.R. pisze o mieszkaniu jako poczekalni aresztu. Każdej nocy nasłuchiwanie, czy auto nie zajeżdża pod dom, czy nie słychać tupotu butów biegnących po schodach - czekanie na
 "gości noc w noc,
gryząc wargi do krwi
i kołysząc kajdanki łańcuszków u drzwi". Jakby grano w ruletkę. Na kogo dziś wypadnie, kto wczoraj zniknął?
Aresztowanie pociągało kolejne, krewnych, znajomych, zapisanych w książce z adresami. Ludzie bali się spotkań. :"Biada, biada, strach, pętla i jama", jak pisał rozstrzelany Mikołaj Gumilow.



- aresztowania męża za antystalinowski wiersz doniesiony NKWD z pamięci przez osobę, której Osip i Nadieżda ufali

- kolejnego aresztowania i śmierci męża 28 XII 1938 w obozie w Drugiej Rzeczce

- strachu, że nie uda jej się ocalić męża w jego poezji. Nadieżda  bała się, że odpisy jego wierszy rozdawane przyjaciołom zostaną im odebrane przez NKWD lub zniszczone ze strachu. Uczyła się więc ich na pamięć, powtarzając codziennie by nie zapomnieć. Uczyniła ze swojej pamięci żywe archiwum. Odetchnęła dopiero, gdy udało jej się przemycić tomiki jego poezji na Zachód.
- modlitwy:
"Panie Boże mój, Jezu Chryste. Tyś przeczystymi swoimi ustami powiedział: "Gdzie dwoje lub troje spotyka się w moim imieniu, tam Ja jestem pośród nich."...
Prosimy Cię, Boże nasz, daruj nam Osipowi i Nadieżdie, proszącym Ciebie we dwoje, Spotkanie. Jednak niech będzie nie tak, jak my chcemy, lecz jak Ty chcesz, Panie. Niech będzie Twoja wola. Amen."


CYTATY:
- " Toczę się, toczę się ku śmierci i ledwie czuję w sobie sił, by się zatrzymać. A ja nie chcę śmierci, chcę i kocham nieśmiertelność." (Tołstoj)Tolstoja, zaczęłam od opowieści o młodszej o naście lat od męża Zofii Tołstoj.



 





Książkę Małgorzaty Szejnert



przeczytałam jednym tchem. W weekend. Wydawało mi się, że nie można tak z zapartym tchem czytać książki o szukaniu grobów rozstrzelanych przez komunistów po wojnie Akowców. A jednak. Motyw szukania, w dodatku losów poszczególnych osób, po to, by ocalić pamięć o nich, czyni tę historię bardzo poruszającą. Szukanie,  dochodzenie, zbieranie, porównywanie, spisywanie rozmów z ludźmi, rozróżnienie zasłyszanej relacji od relacji od świadka. Wszystko to po to, by dociec prawdy, by znowu włączyć w krwiobieg naszej polskiej rzeczywistości ludzi tak walecznych i tak skrzywdzonych. Czasem przed rozstrzelaniem  powiązanych drutem kolczastym. Nadzy i bezimienni we wspólnym grobie zasypywani wapnem. Chowani nocą. Z zacieraniem śladów pochówku.  Próbowano nam odebrać pamięć o nich. Uświadamiając im tuż przed śmiercią, że nie tylko zginą, ale i zostaną pochowani bez prawa do imienia na grobie.

Małgorzata Szejnert cytuje Mickiewicza:
"O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię, Panie"

i Krasińskiego:

"A kto wie?
Może nad Polski mogiłą
Już się proroctwo
Snów mych dopełniło?
Mnie tam, ach, tylko - mnie
Trupa, nie było
Śród żywych duchów"
Z tych słów wyprowadza tytuł książki. Wśród żywych  duchów.

O kimś, kto podobnie, jak ona szuka ocalenia dla tych, których zasługi giną w niepamięci, MS pisze "Wydaje się być pisana z misją przekazania prawdy o faktach, a nie o emocjach". I taka właśnie jest jej książka.  Fakty opisujące komunistyczną próbę odebrania pamięci i jej zabiegi o to, by ją odzyskać.  Związać imię z miejscem, bo  bez tego niepamięć: jedni wiedzieli kogo pochowano, nie wiedzieli, gdzie; inni wiedzieli gdzie, nie wiedzieli kogo - nietrwałość pamięci. Na stronach książki imiona i nazwiska spisane dużymi literami, po kilkunastu rozstrzelanych w kolejnym roku. Przechodzę dalej prześlizgnąwszy się po liście  spojrzeniem - w większości nic mi nie mówią te nazwiska - potem wracam, by przynajmniej odczytać imię i nazwisko każdego z tych ocalanych dla pamięci dzięki książce Małgorzaty Szejnert.


Stanisław Łukasik, rozstrzelany wiosną 1949 w więzieniu mokotowskim

W książce - szczegóły, które mnie poruszają

- spowiedź skazanego na śmierć przyjmuje przebrany za kapłana ubek

- prokurator chciał 5 wyroków i 1 dożywocia; sąd zatwierdził 6 wyroków śmierci
- w celi mokotowskiej wyryte w ścianie słowa: "czekam na Służewiec" i znak krzyża - to czekanie na wyrok i wrzucenie nocą  nagiego ciała do dołu na obrzeżu cmentarza na Służewcu.

I styl pisania Małgorzaty Szejnert, który czyni tę historię tak przejmującą:

- "Pozwoliła mi zadawać pytania. Sama nie zadała ani jednego. Uznała widocznie, że mam prywatny powód, by pytać. Z kolei, jako osoba, która traktowała dosyć obojętnie nocne transporty, co ją dziś zasmuca i niepokoi, miała prywatny powód, by odpowiadać".

Fakty. Liczby. Ofiary Wronek z lat 1946-1956 - 219 rozstrzelanych. We Wronkach byłam kiedyś, odwiedzałam w więzieniu  pacjenta / narkomana, który zmarł potem na AIDS. Myśląc wówczas, że to tam właśnie w piwnicy rozstrzelano 23-letniego Akowca,  Leona Suchockiego z naszej rodziny. Rozmawiając o tej książce dowiedziałam się, że zabito go w szczecińskim więzieniu. Miejsca kaźni rozsiane po całej Polsce. Wydawano na nich wyroki z tego samego paragrafu, z jakiego sądzono komendanta Oświęcimia Hessa. Zabijano uznając za zdrajców Ojczyzny. Tak zginął Nil / Emil Fieldorf.

 

W książce wiele historii ludzi. Z niektórych poznajemy zaledwie kilka faktów, z innych więcej.

Rotmistrz Witold Pilecki, urodzony w 1901 roku, zakładał harcerstwo w Wilnie, od 1920 w wojsku;


podczas wojny  dobrowolnie znalazł się w Oświęcimiu,



  by tam stworzyć tajną organizację wojskową, zagrożony dekonspiracją uciekł z obozu. Walczył we Włoszech, wrócił do kraju; w 1947 oskarżony o szpiegostwo stracony, gdy premierem był Cyrankiewicz, który w Oświęcimiu należał do zorganizowanej przez niego organizacji.

Władysław Sliwinski, służył jako pilot w Anglii. Swoją angielską żoną, Myrę poznał podczas wojny. Pracując na lotnisku doprowadzała ona do bazy powracających z walk powietrznych pilotów; jednemu z nich udało się wrócić  z zadania mimo rany dzięki jej naprowadzeniom; przyszedł  podziękować; pobrali się; gdy przywiózł ją po wojnie do Polski aresztowano ich.  Myra  urodziła dziecko w więzieniu, w celi współtowarzyszki uczyły ją  polskiego. Mijając ją w korytarzu więzienia mąż zrobił kółko w powietrzu - znak wyroku dożywocia; ucieszyła się bojąc wyroku śmierci (czy jej znakiem był krzyżyk ?).

Władysław Lisiecki, w 1939 roku walczył jako ochotnik w obronie Modlina; od 39 roku w Związku Walku Zbrojnej; 1940-45 w Oświęcimiu; w 1952 roku rozstrzelany przez komunistów.

Adam Mirecki, 4 krotnie aresztowany przez Niemców,  katowany, 4 razy uciekł; znów złapany dożył końca wojny w obozach; rozstrzelany przez "swoich", przez Polaków.

Tadeusz Leśnikowski, pochowany bezimiennie w dołach wykopywanych nocą na obrzeżu Powązek, stracony w więzieniu na Mokotowie uprzedził kogoś w celi, że idąc na śmierć włoży w usta medalik, by można go było rozpoznać w obdartym z wszystkiego ciele, a z czasem szkielecie ; grobów tajnie chowanych  nigdy nie rozkopano. Opłakałam czytając to jego pragnienie bycia rozpoznanym, ale i wierność jego żony;  na ziemi, w której go zakopano, postawiła mu aż dwa groby bezimienny, a z czasem, gdy nie groziło to już zniszczeniem i wykupiony z imieniem.

Tadeusz Klukowski, syn znanego lekarza z Zamojszczyzny, który wykonał ogromną archiwalną pracę tworząc listę lekarzy, którzy brali udział pomagając w powstaniu styczniowym. "Nazwiska ich dziwnie szybko poszły w zapomnienie. Zadaniem naszym jest wydobyć je ponownie na światło dzienne i choć tym sposobem złożyć hołd ich pamięci." pisał o nich. To co on robił wobec lekarzy z powstania styczniowego, to Małgorzata Szejnert zrobiła wobec jego rozstrzelanego syna. Wydobyła go z niepamięci.

 Maria, żona Zbigniewa Mariana Romera straconego na Mokotowie w 34 roku życia  zobaczyła go z domu z widokiem na spacerniak więzienny. Ukryta tam z lornetką zawołała jakby do swoich dzieci: "Gosiuniu, Tadziu na obiad!" Usłyszał to i znieruchomiał.

Płaczę nad nimi czytając.

Obok mnie ktoś bliski mi,  gdy czytam na głos fragmenty, wchodzi w nienawiść wobec oprawców, we mnie więcej miejsca na podziw i współczucie wobec bohaterów zamienianych w ofiary. I na modlitwę za nich.
Przeogromna wdzięczność Małgorzacie Szejnert za ocalenie ich pamięci.


CYTATY:
Książkę  uzupełniają cytaty, dwa z nich chcę tu przedstawić:

-  krakowski psychiatra Antoni Kępiński  pisze w "Lęku":
"Lęk działa hamująco na rozwój osobowości, w skrajnych przypadkach doprowadza do skarłowacenia człowieka. W epokach lęku i terroru ludzie nikczemnieją, stają się karłami. Lęk bowiem zmusza człowieka do skulenia się, podobnie zresztą i zwierzęta. Człowiek myśli tylko o tym, by nie zostać przez wrogie otoczenie zniszczony".

- słowa z Księgi proroka Izajasza (59, 4-10) czytane podczas pogrzebu Anieli Steinsbergowej:

"Nikt nie pozywa przed sąd według słuszności i nikt nie prowadzi sprawy uczciwie. Polegają na kłamstwie i mówią puste słowa, są brzemienni występkiem i rodzą zgubę. Wylęgają jaja bazyliszka i przędą pajęczynę; kto spożywa ich jaja, ginie, a gdy się je stłucze, wypełznie z nich gad.  Ich tkaniny nie nadają się na suknię, a ich robotą nie można się przyodziać. Ich uczynki, to uczynki złe, a dowody gwałtu są na ich dłoniach. Ich nogi biegną do złego i śpieszą się do przelewu niewinnej krwi; ich myśli, to myśli zgubne, spustoszenie i zniszczenie znaczą ich szlaki. Drogi pokoju nie znają i nie ma prawa na ich gościńcach, chodzą tylko krętymi ścieżkami. Żaden z tych, którzy nimi chodzą, nie zna pokoju. Dlatego dalekie jest od nas prawo i nie dociera do nas sprawiedliwość; wyczekujemy światłości, lecz oto jest ciemność, wyczekujemy jasności dziennej, lecz musimy chodzić w mrokach. Wymacujemy ściany jak ślepi i chodzimy po omacku, jakbyśmy nie mieli oczu, potykamy się w biały dzień jak o zmroku, jak umarli w podziemnej krainie." 



Wypalone cieni - Kamila Shamsie

Konrad i Hiroko. 9 sierpnia 1945. Niemiec i Japonka. Młodziutka para w Nagasaki.  Zakochani w sobie. I bomba, która uderza w tę miłość. Zmuszając ją szukania go wśród cieni pozostawionych w kamieniu.

morningwoodz.tumblr.com/post/105350761969/the-everlasting-shadows-of-hiroshima-and-nagasaki


Muzułmanin  Sajjad Ali Ashraf, którego rodzina od kilkuset lat czasu najazdu tureckiego mieszkała w starym Dilli.


djinngoloba.blogspot.com/2010/10/kumbh-mela-of-2010.html

Gra w szachy z zadowolonym z siebie  Jamesem Burtonem, jeszcze ostatni rok przed niezależnością  Indii kolonizatorem brytyjskim w Nowym Delhi. Jego żona Elisabeth straciła brata Konrada podczas wybuchu bomby w Nagasaki.

 Hiroko Tanaka odwiedza w Delhi  Jamesa i Elisabeth Burton. Szuka śladów Konrada? Czuje potrzebę opuszczenia miejsca straty, oderwania się od tożsamości ofiary eksplozji. Wraz z wyjazdem pojawia się  ktoś. kto "rodzi się na nowo, skąpany we krwi" ku  wolności i ku nowej miłości.

Gdy skończyłam czytać, przez jakiś czas bezmyślnie patrzyłam w ścianę przepełniona uczuciem niezgody. Wypuszczając z siebie powietrze westchnieniem.
W krótkim czasie na 430 stronach powieści Kamili Shamsie


metro.co.uk/2009/02/25/kamila-shamsie-gets-personal-with-history

pakistańskiej pisarki, którą znam jako autorkę " Soli i szafranu" i "Złamane wersety" możemy przebyć z bohaterami   w pół wieku  przestrzenie Azji i Ameryki - od niszczonej bombą Nagasaki, przez Delhi 1947 roku czekające na  koniec okupacji brytyjskiej, tuż przed wyodrębnieniem się nich muzułmańskiego Pakistanu,  przez pakistański port Karaczi,


2.bp.blogspot.com

szkoleniowy obóz afgańskich mudżahedinów


.apacheclips.com

 koło Kandaharu po penetrowane przez Amerykanów


media.cleveland.com

 tereny Afganistanu

 i Nowy Jork wrogi wobec muzułmanów

 po ataku na Word Trade Center.

washingtontimes.com



asianews.it

W tych miejscach spotkamy coraz bardziej splecione ze sobą losy przedstawicieli kilku rodzin:
- brytyjskiej rodziny Burtonow skoligaconej z niemiecką Weissów
i muzułmańskiej -  indyjskiej, a z czasem i pakistańskiej Shrafów skoligaconej z Japonka Hiroku Tanaki.

Bardzo ciekawie się czyta.  Według mnie. Ze względu na zmiany w relacjach, na zwroty akcji, na  losy ludzkie wpisanie w kontekst historii.
 
 

 


Książkę rozpoczynają słowa. "Witajcie w brudzie. Brud, brud, brud." Brud jako słowo klucz do zrozumienia Indii.

archinect.com/news/article/110688053/of-dirt-and-cleanliness-clean-india-campaign


Stereotyp i prawda o nich. Gdy autor zaczyna od niego swoją opowieść o Indiach, robię się czujna. Jeśli od tego zaczyna, czy oznacza to, że nie lubi Indii? Nie musi.

Co znajdziecie w książce?
- szukanie astrologa, jakby w celu zdemaskowania jego oszustwa, ale i za podpowiedzią lubianego przeze mnie Tiziano Terzani  (bez wizyty u wróżki nie zrozumiesz Azjaty)

vedic-astrology.co.uk/

- w rozdz. "Nie wierzcie tym, którzy przepowiadają przyszłość"

- naciąganie w Dżajpurze (wróżenie, by wcisnąć kamienie szlachetne)

- opinię o rykszarzu ( miły dopóki liczy na zarobek, gdy nie - mrukliwy)

loupiote.com/photos/11285042236.shtml

ale i opis hinduskiego pogrzebu w zalanym monsunem Varanasi ("Umrzeć w Varanasi")

- czy w Rishikeshu


pages.rediff.com/river-ganga-crash-over-the-statue-of-lord-shiva-in-rishikesh


poszukiwanie śladów pobytu tu w 1968 Beatlesów, którzy swoim pobytem w Rishikesh rozpoczęli modę na szukanie wschodniej duchowości. Maciej Wesołowski pisze o Beatlesach najpierw zafascynowanych w Rishikeshu guru Maharishi, potem rozczarowanych jego rozmijaniem się w życiu z głoszonym słowami -  kult pieniądza i seksu, a nie ascezy i medytacji; uderza tu obraz rwącego Gangesu tak różnego od Gangesu szeroko i  leniwie płynącego przez Varanasi.


Maciej Wesołowski wędruje w swej opowieści ilustrowanej licznymi rodzajowymi zdjęciami po całych Indiach. Dzięki niemu możemy pobyć:

- w Kalkucie  z jej kolonialną przeszłością, komunistycznymi rządami, nędzą, ale i spotkaniami z ludźmi dobrej woli, którzy tworzą dla dzieci ulicy szansę na inną przyszłość, z historiami rykszarzy, którzy o własnych siłach ciągną ryksze .

andrewcohen.org/blog/indias-true-prosperity

 ("W Kalkucie życie toczy się na krawędzi. Metaforycznie i dosłownie. Na krawężniku, bruku, kawałku asfaltu czy kamienia, na gazecie rozłożonej na klepisku") - w rozdziale "Bosi"


- w Kerali wdzięcznej rządzącym komunistom za reformy, na jej rozlewiskach, w słynącym z przypraw Koczinie; w rozdziale "Czy papież miał żonę?"

- na Goa z podstarzałymi hippisami,
z najazdem Rosjan, z cieniem portugalskiej przeszłości  (w rozdziale "Biżuteria Lalithy")


- W Bombaju, porażającym slumsami, w tłoku jego miejskich pociągów,  w miejscach określonych aktami terroru, na spotkaniach z z trzecią płcią (hidźrami), z ludźmi pragnącymi  Indii dla hindusów (w rozdziale "Władca hinduskich serc")

- w kraju Gurkhów z racji odwagi używanych przez armię indyjską do tłumienia przewrotów,



fleethants.com/allhistory/gurkhas/gurkhas.htm

a mimo to w Bengalu uważanych - w ich odczuciu -  za ludzi drugiej kategorii ("Gorkhaland jest zbawieniem")


- w sleeperach, w pociągach do Hospet, Bangalore, a w nich rozmowy z ludźmi

- w Kaszmirze na pływających po jeziorze Dal łodziach, ale i w sporach o tragedię Kaszmiru (" Jesteśmy - dla Indii - tym, czym Palestyna dla Izraela, kolonią")
-  w rozdziale  "Kobieta musi być czysta"


- w Radżastanie i jego miastach w Dżajpurze i Udajpurze, poznawanych poprzez historie żyjących tam ludzi (w "Odwieczne prawo")

- w Delhi wśród tych, którzy tam uczą się języka polskiego

- w Dharamsali, odtworzonym w Indiach Tybecie, siedzibie dalajlamy

- w Darżyling i w stanie Sikkim

- na granicy z Pakistanem

 i w sikhijskim Pendżabie z jego stolicą Amritsarem.



Wszędzie, gdzie pojawia się autor, dochodzi do  rozmów z Indusami, na temat polityki, religii, standardu życia, marzeń, planów, wizji przyszłości dla Indii. Podoba mi się, że MW, który o swoim samopoczuciu w Indiach pisze "jak toczący się kamień, tak czułem się w Indiach przez wiele tygodni",  poznaje Indie poprzez ludzi, zanurzony w rozmowach. Mimo to najbardziej z tej książki zapamiętam ostatnie słowa epilogu, w którym niewierzący we wróżby autor przyznaje, że rację miał wróżbita przepowiadający mu, że żona go opuści. Dwa miesiące po tej przepowiedni żona autora nagle straciła przytomność i po ośmiu dniach zmarła. "Zapadłem się w pustkę" - to są ostanie słowa książki. Porusza mnie i budzi moje współczucie fakt, że autor wiele tygodni wędrował po Indiach, tak naprawdę podróżując w kierunku dnia i miejsca śmierci swojej żony.

CYTATY:

"A przecież ludzi i śmieci przybywa. Niedługo nie da się tego ogarnąć"

- "Zdarza się, że nauczyciel na lekcjach nie wymieniają nazwisk uczniów, bo one zwykle zdradzają kastę. W ten sposób chcą ich uchronić przed dyskryminacją".




 

 

Wypracowanie na temat Dnia Zwycięstwa - ojcowie odlatują w niebo 

Reż. Siegiej Ursiulak (Likwidacja) Cichy Don, Isajew)
1998
rosyjski
dramat
Сочине́ние ко Дню Побе́ды

można zobaczyć po rosyjsku na YT

 


Lata 90-te w Moskwie. Z 50 lat minęło od zakończenia II Wojny Światowej i trzech asów lotnictwa, bohaterów wojny przemieniło się w trzech to zabawnych, to żałosnych  staruszków. Iwana Diakowa (Michail Uljanow) Dmitrij Kiłowatow (Oleg Jefremow) wyciąga z więzienia.




Jego były dowódca, którego aresztowano za uderzenie policjanta podczas demonstracji, wyrzuca Dmitrijowi, że ten sprzedał się zakładając organizację pomocy weteranom wojny. W swej naiwności Dmitrij nie widzi nadużyć swojej organizacji. Zbliża się czas parady na cześć zakończenia wojny. Z Australii przyjeżdża na nią trzeci z załogi ich samolotu Liowka Margulis (Wiaczesław Tichonow).
Bogaty emigrant przeżywa na obczyźnie życie w samotności, pocieszając się jedynie obecnością papugi, zrozpaczony ślepotą i przegranym życiem. Iwan zaprasza go do swojego domu i razem z Dmitrijem odnajduje syna, którego Liowa porzucił rok po narodzeniu. Nie śmieją powiedzieć przyjacielowi, że w  Saszy  (Wladimir Maszkow) zobaczyli  pijanego desperata. Wkrótce dwa zwalczające się gangi (wojskowy i prokuratorski) wplątują niewinnego  Dmitrija w aferę nadużyć, a Iwan i Liowa w pełni doświadczają bezsilności próbując go uwolnić. Tuż przed paradą na cześć zwycięstwa 9 maja 1945 roku



 zrozpaczeni decydują się zażądać  jego wolności porwawszy samolot...



Wzruszający film. Historię opowiada dziesięcioletnia dziewczynka, prawnuczka bohaterów wojny. Bohaterowie po latach  to śmieszą, to rozczulają. Kiedyś wielcy w powietrzu, zawiedli na ziemi. Pogubili się w relacjach z najbliższymi. W filmie pokazano to raz dramatycznie raz zabawnie, jak w scenie, gdy satyrycznie przedstawiony psycholog mówi do syna Liuowy Margulisa, Saszy, że ten ma przekonać ojca, by zrezygnował z porwania samolotu odwołując się do pozytywnych wspomnień z dzieciństwa. Takowych nie ma ktoś porzucony w pierwszym roku życia.



 To co mówi do ojca i śmieszy i zasmuca. Podobnie w relacji z rozżaloną w stosunku do ojca córką



 Iwana Diakowa.






Film Siergieja Ursiulaka,



któremu wdzięczna jestem za Likwidację,  kończy się trochę bajkowo przedstawioną nadzieją. Plus czarno-białymi zdjęciami z parady zwycięstwa z 1945 roku w Moskwie i obrazem jeszcze żywych obwieszonych orderami starców w mundurach - bohaterów wojny 1941-45 w Rosji.