Strona Główna




Można mnie też znaleźć - już od stycznia 2009  na - Świat Indii,  na blogu Zahry prowadzonym od maja 2008 roku  

W każdą ostatnią środę miesiąca o godz. 18-j  odbędzie się w restauracji indyjskiej "Mantra" bezpłatny pokaz filmu indyjskiego w języku hindi

 (z napisami polskimi:).

"Mantra" mieści się w Gdańsku, na Przymorzu na tyłach domu handlowego Alfa, na ul.  Krynicka 7 (530 171 717).



27 stycznia 2015 wydano książkę o Indiach. Skądinąd bliską mi książkę:)

 


post z VI 2015





Lubię książki, które mogę czytać  nie po kolei.  Tu - w książce o żonach pisarzy - miałam wybór.  Czy zacząć od czytania o żonie Jana Kasprowicza, Jerzego Iwaszkiewicza czy Rosjan Osipa Mandelsztama i Lwa Tolstoja ? Pomna niedoczytanych "Dzienników" Tołstoja, zaczęłam od opowieści o młodszej o naście lat od męża Zofii Tołstoj.

Czytają swoje pamiętniki. On niezadowolony z siebie dopisuje coś by spełnić jej oczekiwania, wbrew prawdzie, co wykrzywia ich relacje. Pisanie pamietnika z myślą o karmieniu zapisami kogoś, o nie ranieniu go.
Motto zaproszenia ślubnego niech 1 nie rośnie w cieniu drugiego. Ona, 18 latka poślubiona przez 34-letniego pisarza rośnie w jego cieniu spełniając tylko i aż role żony i matki.


Niech jedno nie pije z kielicha drugiego.
"Muszę dopisać coś dla niej...czego dla siebie bym nie pisał ...)
Przejrzałem jej pamiętnik - spod słów czułości zieje ukryta złość". Na moim zaproszeniu ślubnym słowa Gibrana :

Napełniajcie swe kielichy, lecz nie pijcie z jednego (..) 

I stójcie razem, ale nie nazbyt blisko,

bo oddzielnie stoją filary wspierające świątynię,

a dąb i cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.


" Toczę się, toczę się ku śmierci i ledwie czuję w sobie sił, by się zatrzymać. A ja nie chcę śmierci, chcę i kocham nieśmiertelność."
13 dzieci, strata  pięciorga w dzieciństwie i w między czasie "przepisalam osiem razy "Wojne i pokój", " Annę Kareninę" jeszcza cześciej.

Po Tołstoju kolej na Osipa Mandelsztama, po Rosjanach sięgając po Polaków Jana Kasprowicza



 i Jarosława Iwaszkiewicza. Każdy z nich ożenił się z kobietą o silnej osobowości. Wszyscy przetrwali w małżeństwach  do śmierci, kto 50,  kto 15 lat.  Tylko Iwaszkiewicz przeżył swoją żonę i to o trzy miesiące.  Wszyscy byli starsi od swoich żon, Tołstoj 16,



 a Kasprowicz 32 lata.  W dwóch małżeństwach nie było dzieci, w jednym dwoje, a u Tołstoja trzynaścioro (z czego pięcioro zmarło w dzieciństwie).



  Trzy  z tych małżeństw stworzyły domy, których nawet nazwy weszły do literatury - Tołstoj Jasną Polanę, Kasprowicz zakopiańską Harendę, Iwaszkiewicz podwarszawskie Stawiska. Mandelsztamom w ciągłych ucieczkach, zesłaniach nie udało się stworzyć stałego  domu, choć u Nadieżdy ze wzruszeniem przeczytałam w jej liście napisanym do zesłanego męża "Teraz nawet nie patrzę w w niebo. Jeśli zobaczę chmurę, komu ją pokażę? Czy pamiętasz, jak wyprawialiśmy nędzarskie uczty w naszych ubogich wędrownych domach-kibitkach?  Pamiętasz, jak smakuje chleb, kiedy wydaje się cudem i kiedy je się go we dwoje?"

Literaturoznawca, Radosław Romaniuk ,w którym najwięcej ciekawości budzi osoba Tołstoja i Iwaszkiewicza, pisze o tym ciekawie, często cytując wypowiedzi osób zainteresowanych, lub relacje ich współczesnych. W rozdziale poświęconym małżeństwu Lwa Tołstoja autor oddaje głos samych bohaterom. Te same zdarzenia widzimy opisane w dzienniku Zofii Adriejewnej lub Lwa Nikołajewicza, lub jego lekarza, sekretarza, ich dorosłych dzieci, gości  pisarza (wśród nich  Maksym Gorki). Kalejdoskop z tych samych szkiełek za każdym razem tworzy inną mozaikę.
Na małżeństwa patrzymy od strony żon. Trzy z nich były jedynymi żonami, jedna trzecią żoną.  Trzy z opisywanych żon były Rosjankami. Trzy z nich wydały swoje książki.  Zawsze w cieniu literatury mężów.
Przeczytałam z ciekawością.




W zatytułowanym "Talent do życia "rozdziale  o Marii, wychowanej na Zachodzie Rosjanki,



która miała odwagę poślubić trzydzieści lat starszego od siebie , porzuconego przez żonę poetę Jana Kasprowicza,



a po jego śmierci zabiegając o pamięć o nim szukać miłości u dużo od siebie młodszych pisarzy, ciekawił mnie wątek jej rosyjskiej duszy,

    "W żyłach moich płynęła jej krew - rosyjskiej ojczyzny -  ten sam co i w niej zryw, nieokiełzanie, te same możliwości burzycielstwa, ten sam zryw ku nowej przyszłości.", pisze.
    "W rosyjskiej tradycji choroba potrafi być stygmatem życia duchowego".(R. Romaniuk)

ale i pasja życia:

    "Miała dar nie gasnącej młodości  "Starość jest niczym innym, jak życiem  zrezygnowanym, uginającym się pod ciężarem niespełnionych marzeń i nadziei - mówiła. - Ja byłam w życiu szczęśliwa! I zawsze walczyłam z niweczącą potęgą lat,



by zachować świeżość, świąteczność  istnienia, nie stracić związku z życiem". (Barbara Wachowicz o niej)

 Czytając  zatytułowany "Anna od Aniołów" rozdział o małżeństwie Iwaszkiewiczów, zastanawiałam się, jak to możliwe, że zainteresowany mężczyznami biedny pisarz  wzbudził tak wielką miłość w Annie, że porzuciła dla niego tuż przed ślubem księcia Radziwiłła,



 że przeżyli razem 57 lat,



że wyciągał ją  z mrocznych depresji, że uwiecznił  ją w " Matce Joannie od Aniołów", że zmarł 3 miesiące po jej śmierci.
Najbardziej jednak zaciekawiły mnie rozdziały rosyjskie.

W rozdziale zatytułowanym "Dramat Zofii Andriejewny" przedstawiono prawie 50-letnie małżeństwo zakończone  ucieczką 82-letniego Lwa Tołstoja  z domu, ukrywaniem się przed żoną i śmiercią na stacji kolejowej w drodze,   prawie jak zapowiedział: "mimo wszystko mam jeszcze nadzieję, że umrę pod płotem."


W ich małżeńskiej rozgrywce   niektóre z ośmiorga dorosłych dzieci przyjęły stronę matki. Inne ojca. Stąd Lew liczył np w sprawie przekazania po jego śmierci praw do książek nie rodzinie, a  społeczeństwu na pomoc córek Tani i Saszy. Jego dążenie do  ewangelicznej prostoty, rosnącej duchowości w przeżywaniu świata, niezadowolenia, gdy rzeczywistość odstaje od pragnień i egoizm twórcy - wszytko to stało się zarzewiem konfliktu na skutek, którego małżonkowie nie pojednali się przed śmiercią.



W zatytułowanej "Radziecka ruletka" opowieści o Nadieżdie Mandelsztam i jej mężu, poecie Osipie Mandelsztam  najbardziej poruszył mnie realizm w przestawieniu mrocznego czasu Rosji lat trzydziestych .
W swoim czasie czytałam wydaną nielegalnie "Nadzieję w beznadziei", w której Nadieżda Mandelsztam opisała swoje życie z mężem wplecione w czas stalinizmu. W tym czasie zaczytywałam się też wierszami Osipa, który przeczuwał, że doczeka się szybciej jamy niż ulicy  imieniem. Mandelsztama.
 Nadieżdie,  przyszło w życiu doświadczyć:

- życia jako niespełnionej obietnicy. Poznali się w 1919 roku.



Córka zdeklasowanego przez rewolucję prawnika kijowskiego, siostra zabitego w walce z bolszewikami. To był czas, gdy z Odessy odpływały statki z uchodźcami,  w 1931 zmarł Blok i rozstrzelali za spisek przeciw bolszewikom poetę Mikołaja Gumilowa. Rok potem Nadieżda i Osip to  obdarci pariasi (on już niedrukowany)

- czekania. R.R. pisze o mieszkaniu jako poczekalni aresztu. Każdej nocy nasłuchiwanie, czy auto nie zajeżdża pod dom, czy nie słychać tupotu butów biegnących po schodach - czekanie na
 "gości noc w noc,
gryząc wargi do krwi
i kołysząc kajdanki łańcuszków u drzwi". Jakby grano w ruletkę. Na kogo dziś wypadnie, kto wczoraj zniknął?
Aresztowanie pociągało kolejne, krewnych, znajomych, zapisanych w książce z adresami. Ludzie bali się spotkań. :"Biada, biada, strach, pętla i jama", jak pisał rozstrzelany Mikołaj Gumilow.



- aresztowania męża za antystalinowski wiersz doniesiony NKWD z pamięci przez osobę, której Osip i Nadieżda ufali

- kolejnego aresztowania i śmierci męża 28 XII 1938 w obozie w Drugiej Rzeczce

- strachu, że nie uda jej się ocalić męża w jego poezji. Nadieżda  bała się, że odpisy jego wierszy rozdawane przyjaciołom zostaną im odebrane przez NKWD lub zniszczone ze strachu. Uczyła się więc ich na pamięć, powtarzając codziennie by nie zapomnieć. Uczyniła ze swojej pamięci żywe archiwum. Odetchnęła dopiero, gdy udało jej się przemycić tomiki jego poezji na Zachód.
- modlitwy:
"Panie Boże mój, Jezu Chryste. Tyś przeczystymi swoimi ustami powiedział: "Gdzie dwoje lub troje spotyka się w moim imieniu, tam Ja jestem pośród nich."...
Prosimy Cię, Boże nasz, daruj nam Osipowi i Nadieżdie, proszącym Ciebie we dwoje, Spotkanie. Jednak niech będzie nie tak, jak my chcemy, lecz jak Ty chcesz, Panie. Niech będzie Twoja wola. Amen."





CYTATY:
- " Toczę się, toczę się ku śmierci i ledwie czuję w sobie sił, by się zatrzymać. A ja nie chcę śmierci, chcę i kocham nieśmiertelność." (Tołstoj)Tolstoja, zaczęłam od opowieści o młodszej o naście lat od męża Zofii Tołstoj.



 





Książkę Małgorzaty Szejnert



przeczytałam jednym tchem. W weekend. Wydawało mi się, że nie można tak z zapartym tchem czytać książki o szukaniu grobów rozstrzelanych przez komunistów po wojnie Akowców. A jednak. Motyw szukania, w dodatku losów poszczególnych osób, po to, by ocalić pamięć o nich, czyni tę historię bardzo poruszającą. Szukanie,  dochodzenie, zbieranie, porównywanie, spisywanie rozmów z ludźmi, rozróżnienie zasłyszanej relacji od relacji od świadka. Wszystko to po to, by dociec prawdy, by znowu włączyć w krwiobieg naszej polskiej rzeczywistości ludzi tak walecznych i tak skrzywdzonych. Czasem przed rozstrzelaniem  powiązanych drutem kolczastym. Nadzy i bezimienni we wspólnym grobie zasypywani wapnem. Chowani nocą. Z zacieraniem śladów pochówku.  Próbowano nam odebrać pamięć o nich. Uświadamiając im tuż przed śmiercią, że nie tylko zginą, ale i zostaną pochowani bez prawa do imienia na grobie.

Małgorzata Szejnert cytuje Mickiewicza:
"O grób dla kości naszych w ziemi naszej prosimy Cię, Panie"

i Krasińskiego:

"A kto wie?
Może nad Polski mogiłą
Już się proroctwo
Snów mych dopełniło?
Mnie tam, ach, tylko - mnie
Trupa, nie było
Śród żywych duchów"
Z tych słów wyprowadza tytuł książki. Wśród żywych  duchów.

O kimś, kto podobnie, jak ona szuka ocalenia dla tych, których zasługi giną w niepamięci, MS pisze "Wydaje się być pisana z misją przekazania prawdy o faktach, a nie o emocjach". I taka właśnie jest jej książka.  Fakty opisujące komunistyczną próbę odebrania pamięci i jej zabiegi o to, by ją odzyskać.  Związać imię z miejscem, bo  bez tego niepamięć: jedni wiedzieli kogo pochowano, nie wiedzieli, gdzie; inni wiedzieli gdzie, nie wiedzieli kogo - nietrwałość pamięci. Na stronach książki imiona i nazwiska spisane dużymi literami, po kilkunastu rozstrzelanych w kolejnym roku. Przechodzę dalej prześlizgnąwszy się po liście  spojrzeniem - w większości nic mi nie mówią te nazwiska - potem wracam, by przynajmniej odczytać imię i nazwisko każdego z tych ocalanych dla pamięci dzięki książce Małgorzaty Szejnert.


Stanisław Łukasik, rozstrzelany wiosną 1949 w więzieniu mokotowskim

W książce - szczegóły, które mnie poruszają

- spowiedź skazanego na śmierć przyjmuje przebrany za kapłana ubek

- prokurator chciał 5 wyroków i 1 dożywocia; sąd zatwierdził 6 wyroków śmierci
- w celi mokotowskiej wyryte w ścianie słowa: "czekam na Służewiec" i znak krzyża - to czekanie na wyrok i wrzucenie nocą  nagiego ciała do dołu na obrzeżu cmentarza na Służewcu.

I styl pisania Małgorzaty Szejnert, który czyni tę historię tak przejmującą:

- "Pozwoliła mi zadawać pytania. Sama nie zadała ani jednego. Uznała widocznie, że mam prywatny powód, by pytać. Z kolei, jako osoba, która traktowała dosyć obojętnie nocne transporty, co ją dziś zasmuca i niepokoi, miała prywatny powód, by odpowiadać".

Fakty. Liczby. Ofiary Wronek z lat 1946-1956 - 219 rozstrzelanych. We Wronkach byłam kiedyś, odwiedzałam w więzieniu  pacjenta / narkomana, który zmarł potem na AIDS. Myśląc wówczas, że to tam właśnie w piwnicy rozstrzelano 23-letniego Akowca,  Leona Suchockiego z naszej rodziny. Rozmawiając o tej książce dowiedziałam się, że zabito go w szczecińskim więzieniu. Miejsca kaźni rozsiane po całej Polsce. Wydawano na nich wyroki z tego samego paragrafu, z jakiego sądzono komendanta Oświęcimia Hessa. Zabijano uznając za zdrajców Ojczyzny. Tak zginął Nil / Emil Fieldorf.

 

W książce wiele historii ludzi. Z niektórych poznajemy zaledwie kilka faktów, z innych więcej.

Rotmistrz Witold Pilecki, urodzony w 1901 roku, zakładał harcerstwo w Wilnie, od 1920 w wojsku;


podczas wojny  dobrowolnie znalazł się w Oświęcimiu,



  by tam stworzyć tajną organizację wojskową, zagrożony dekonspiracją uciekł z obozu. Walczył we Włoszech, wrócił do kraju; w 1947 oskarżony o szpiegostwo stracony, gdy premierem był Cyrankiewicz, który w Oświęcimiu należał do zorganizowanej przez niego organizacji.

Władysław Sliwinski, służył jako pilot w Anglii. Swoją angielską żoną, Myrę poznał podczas wojny. Pracując na lotnisku doprowadzała ona do bazy powracających z walk powietrznych pilotów; jednemu z nich udało się wrócić  z zadania mimo rany dzięki jej naprowadzeniom; przyszedł  podziękować; pobrali się; gdy przywiózł ją po wojnie do Polski aresztowano ich.  Myra  urodziła dziecko w więzieniu, w celi współtowarzyszki uczyły ją  polskiego. Mijając ją w korytarzu więzienia mąż zrobił kółko w powietrzu - znak wyroku dożywocia; ucieszyła się bojąc wyroku śmierci (czy jej znakiem był krzyżyk ?).

Władysław Lisiecki, w 1939 roku walczył jako ochotnik w obronie Modlina; od 39 roku w Związku Walku Zbrojnej; 1940-45 w Oświęcimiu; w 1952 roku rozstrzelany przez komunistów.

Adam Mirecki, 4 krotnie aresztowany przez Niemców,  katowany, 4 razy uciekł; znów złapany dożył końca wojny w obozach; rozstrzelany przez "swoich", przez Polaków.

Tadeusz Leśnikowski, pochowany bezimiennie w dołach wykopywanych nocą na obrzeżu Powązek, stracony w więzieniu na Mokotowie uprzedził kogoś w celi, że idąc na śmierć włoży w usta medalik, by można go było rozpoznać w obdartym z wszystkiego ciele, a z czasem szkielecie ; grobów tajnie chowanych  nigdy nie rozkopano. Opłakałam czytając to jego pragnienie bycia rozpoznanym, ale i wierność jego żony;  na ziemi, w której go zakopano, postawiła mu aż dwa groby bezimienny, a z czasem, gdy nie groziło to już zniszczeniem i wykupiony z imieniem.

Tadeusz Klukowski, syn znanego lekarza z Zamojszczyzny, który wykonał ogromną archiwalną pracę tworząc listę lekarzy, którzy brali udział pomagając w powstaniu styczniowym. "Nazwiska ich dziwnie szybko poszły w zapomnienie. Zadaniem naszym jest wydobyć je ponownie na światło dzienne i choć tym sposobem złożyć hołd ich pamięci." pisał o nich. To co on robił wobec lekarzy z powstania styczniowego, to Małgorzata Szejnert zrobiła wobec jego rozstrzelanego syna. Wydobyła go z niepamięci.

 Maria, żona Zbigniewa Mariana Romera straconego na Mokotowie w 34 roku życia  zobaczyła go z domu z widokiem na spacerniak więzienny. Ukryta tam z lornetką zawołała jakby do swoich dzieci: "Gosiuniu, Tadziu na obiad!" Usłyszał to i znieruchomiał.

Płaczę nad nimi czytając.

Obok mnie ktoś bliski mi,  gdy czytam na głos fragmenty, wchodzi w nienawiść wobec oprawców, we mnie więcej miejsca na podziw i współczucie wobec bohaterów zamienianych w ofiary. I na modlitwę za nich.
Przeogromna wdzięczność Małgorzacie Szejnert za ocalenie ich pamięci.


CYTATY:
Książkę  uzupełniają cytaty, dwa z nich chcę tu przedstawić:

-  krakowski psychiatra Antoni Kępiński  pisze w "Lęku":
"Lęk działa hamująco na rozwój osobowości, w skrajnych przypadkach doprowadza do skarłowacenia człowieka. W epokach lęku i terroru ludzie nikczemnieją, stają się karłami. Lęk bowiem zmusza człowieka do skulenia się, podobnie zresztą i zwierzęta. Człowiek myśli tylko o tym, by nie zostać przez wrogie otoczenie zniszczony".

- słowa z Księgi proroka Izajasza (59, 4-10) czytane podczas pogrzebu Anieli Steinsbergowej:

"Nikt nie pozywa przed sąd według słuszności i nikt nie prowadzi sprawy uczciwie. Polegają na kłamstwie i mówią puste słowa, są brzemienni występkiem i rodzą zgubę. Wylęgają jaja bazyliszka i przędą pajęczynę; kto spożywa ich jaja, ginie, a gdy się je stłucze, wypełznie z nich gad.  Ich tkaniny nie nadają się na suknię, a ich robotą nie można się przyodziać. Ich uczynki, to uczynki złe, a dowody gwałtu są na ich dłoniach. Ich nogi biegną do złego i śpieszą się do przelewu niewinnej krwi; ich myśli, to myśli zgubne, spustoszenie i zniszczenie znaczą ich szlaki. Drogi pokoju nie znają i nie ma prawa na ich gościńcach, chodzą tylko krętymi ścieżkami. Żaden z tych, którzy nimi chodzą, nie zna pokoju. Dlatego dalekie jest od nas prawo i nie dociera do nas sprawiedliwość; wyczekujemy światłości, lecz oto jest ciemność, wyczekujemy jasności dziennej, lecz musimy chodzić w mrokach. Wymacujemy ściany jak ślepi i chodzimy po omacku, jakbyśmy nie mieli oczu, potykamy się w biały dzień jak o zmroku, jak umarli w podziemnej krainie." 



Wypalone cieni - Kamila Shamsie

Konrad i Hiroko. 9 sierpnia 1945. Niemiec i Japonka. Młodziutka para w Nagasaki.  Zakochani w sobie. I bomba, która uderza w tę miłość. Zmuszając ją szukania go wśród cieni pozostawionych w kamieniu.

morningwoodz.tumblr.com/post/105350761969/the-everlasting-shadows-of-hiroshima-and-nagasaki


Muzułmanin  Sajjad Ali Ashraf, którego rodzina od kilkuset lat czasu najazdu tureckiego mieszkała w starym Dilli.


djinngoloba.blogspot.com/2010/10/kumbh-mela-of-2010.html

Gra w szachy z zadowolonym z siebie  Jamesem Burtonem, jeszcze ostatni rok przed niezależnością  Indii kolonizatorem brytyjskim w Nowym Delhi. Jego żona Elisabeth straciła brata Konrada podczas wybuchu bomby w Nagasaki.

 Hiroko Tanaka odwiedza w Delhi  Jamesa i Elisabeth Burton. Szuka śladów Konrada? Czuje potrzebę opuszczenia miejsca straty, oderwania się od tożsamości ofiary eksplozji. Wraz z wyjazdem pojawia się  ktoś. kto "rodzi się na nowo, skąpany we krwi" ku  wolności i ku nowej miłości.

Gdy skończyłam czytać, przez jakiś czas bezmyślnie patrzyłam w ścianę przepełniona uczuciem niezgody. Wypuszczając z siebie powietrze westchnieniem.
W krótkim czasie na 430 stronach powieści Kamili Shamsie


metro.co.uk/2009/02/25/kamila-shamsie-gets-personal-with-history

pakistańskiej pisarki, którą znam jako autorkę " Soli i szafranu" i "Złamane wersety" możemy przebyć z bohaterami   w pół wieku  przestrzenie Azji i Ameryki - od niszczonej bombą Nagasaki, przez Delhi 1947 roku czekające na  koniec okupacji brytyjskiej, tuż przed wyodrębnieniem się nich muzułmańskiego Pakistanu,  przez pakistański port Karaczi,


2.bp.blogspot.com

szkoleniowy obóz afgańskich mudżahedinów


.apacheclips.com

 koło Kandaharu po penetrowane przez Amerykanów


media.cleveland.com

 tereny Afganistanu

 i Nowy Jork wrogi wobec muzułmanów



 po ataku na Word Trade Center.

washingtontimes.com



asianews.it

W tych miejscach spotkamy coraz bardziej splecione ze sobą losy przedstawicieli kilku rodzin:
- brytyjskiej rodziny Burtonow skoligaconej z niemiecką Weissów
i muzułmańskiej -  indyjskiej, a z czasem i pakistańskiej Shrafów skoligaconej z Japonka Hiroku Tanaki.

Bardzo ciekawie się czyta.  Według mnie. Ze względu na zmiany w relacjach, na zwroty akcji, na  losy ludzkie wpisanie w kontekst historii.
 
 

 


Książkę rozpoczynają słowa. "Witajcie w brudzie. Brud, brud, brud." Brud jako słowo klucz do zrozumienia Indii.

archinect.com/news/article/110688053/of-dirt-and-cleanliness-clean-india-campaign


Stereotyp i prawda o nich. Gdy autor zaczyna od niego swoją opowieść o Indiach, robię się czujna. Jeśli od tego zaczyna, czy oznacza to, że nie lubi Indii? Nie musi.

Co znajdziecie w książce?
- szukanie astrologa, jakby w celu zdemaskowania jego oszustwa, ale i za podpowiedzią lubianego przeze mnie Tiziano Terzani  (bez wizyty u wróżki nie zrozumiesz Azjaty)

vedic-astrology.co.uk/

- w rozdz. "Nie wierzcie tym, którzy przepowiadają przyszłość"

- naciąganie w Dżajpurze (wróżenie, by wcisnąć kamienie szlachetne)

- opinię o rykszarzu ( miły dopóki liczy na zarobek, gdy nie - mrukliwy)

loupiote.com/photos/11285042236.shtml

ale i opis hinduskiego pogrzebu w zalanym monsunem Varanasi ("Umrzeć w Varanasi")

- czy w Rishikeshu


pages.rediff.com/river-ganga-crash-over-the-statue-of-lord-shiva-in-rishikesh


poszukiwanie śladów pobytu tu w 1968 Beatlesów, którzy swoim pobytem w Rishikesh rozpoczęli modę na szukanie wschodniej duchowości. Maciej Wesołowski pisze o Beatlesach najpierw zafascynowanych w Rishikeshu guru Maharishi, potem rozczarowanych jego rozmijaniem się w życiu z głoszonym słowami -  kult pieniądza i seksu, a nie ascezy i medytacji; uderza tu obraz rwącego Gangesu tak różnego od Gangesu szeroko i  leniwie płynącego przez Varanasi.


Maciej Wesołowski wędruje w swej opowieści ilustrowanej licznymi rodzajowymi zdjęciami po całych Indiach. Dzięki niemu możemy pobyć:

- w Kalkucie  z jej kolonialną przeszłością, komunistycznymi rządami, nędzą, ale i spotkaniami z ludźmi dobrej woli, którzy tworzą dla dzieci ulicy szansę na inną przyszłość, z historiami rykszarzy, którzy o własnych siłach ciągną ryksze .

andrewcohen.org/blog/indias-true-prosperity

 ("W Kalkucie życie toczy się na krawędzi. Metaforycznie i dosłownie. Na krawężniku, bruku, kawałku asfaltu czy kamienia, na gazecie rozłożonej na klepisku") - w rozdziale "Bosi"


- w Kerali wdzięcznej rządzącym komunistom za reformy, na jej rozlewiskach, w słynącym z przypraw Koczinie; w rozdziale "Czy papież miał żonę?"

- na Goa z podstarzałymi hippisami,
z najazdem Rosjan, z cieniem portugalskiej przeszłości  (w rozdziale "Biżuteria Lalithy")


- W Bombaju, porażającym slumsami, w tłoku jego miejskich pociągów,  w miejscach określonych aktami terroru, na spotkaniach z z trzecią płcią (hidźrami), z ludźmi pragnącymi  Indii dla hindusów (w rozdziale "Władca hinduskich serc")

- w kraju Gurkhów z racji odwagi używanych przez armię indyjską do tłumienia przewrotów,



fleethants.com/allhistory/gurkhas/gurkhas.htm

a mimo to w Bengalu uważanych - w ich odczuciu -  za ludzi drugiej kategorii ("Gorkhaland jest zbawieniem")


- w sleeperach, w pociągach do Hospet, Bangalore, a w nich rozmowy z ludźmi

- w Kaszmirze na pływających po jeziorze Dal łodziach, ale i w sporach o tragedię Kaszmiru (" Jesteśmy - dla Indii - tym, czym Palestyna dla Izraela, kolonią")
-  w rozdziale  "Kobieta musi być czysta"


- w Radżastanie i jego miastach w Dżajpurze i Udajpurze, poznawanych poprzez historie żyjących tam ludzi (w "Odwieczne prawo")

- w Delhi wśród tych, którzy tam uczą się języka polskiego

- w Dharamsali, odtworzonym w Indiach Tybecie, siedzibie dalajlamy

- w Darżyling i w stanie Sikkim

- na granicy z Pakistanem

 i w sikhijskim Pendżabie z jego stolicą Amritsarem.



Wszędzie, gdzie pojawia się autor, dochodzi do  rozmów z Indusami, na temat polityki, religii, standardu życia, marzeń, planów, wizji przyszłości dla Indii. Podoba mi się, że MW, który o swoim samopoczuciu w Indiach pisze "jak toczący się kamień, tak czułem się w Indiach przez wiele tygodni",  poznaje Indie poprzez ludzi, zanurzony w rozmowach. Mimo to najbardziej z tej książki zapamiętam ostatnie słowa epilogu, w którym niewierzący we wróżby autor przyznaje, że rację miał wróżbita przepowiadający mu, że żona go opuści. Dwa miesiące po tej przepowiedni żona autora nagle straciła przytomność i po ośmiu dniach zmarła. "Zapadłem się w pustkę" - to są ostanie słowa książki. Porusza mnie i budzi moje współczucie fakt, że autor wiele tygodni wędrował po Indiach, tak naprawdę podróżując w kierunku dnia i miejsca śmierci swojej żony.

CYTATY:

"A przecież ludzi i śmieci przybywa. Niedługo nie da się tego ogarnąć"

- "Zdarza się, że nauczyciel na lekcjach nie wymieniają nazwisk uczniów, bo one zwykle zdradzają kastę. W ten sposób chcą ich uchronić przed dyskryminacją".




 

 

Wypracowanie na temat Dnia Zwycięstwa - ojcowie odlatują w niebo 

Reż. Siegiej Ursiulak (Likwidacja) Cichy Don, Isajew)
1998
rosyjski
dramat
Сочине́ние ко Дню Побе́ды

można zobaczyć po rosyjsku na YT





Lata 90-te w Moskwie. Z 50 lat minęło od zakończenia II Wojny Światowej i trzech asów lotnictwa, bohaterów wojny przemieniło się w trzech to zabawnych, to żałosnych  staruszków. Iwana Diakowa (Michail Uljanow) Dmitrij Kiłowatow (Oleg Jefremow) wyciąga z więzienia.




Jego były dowódca, którego aresztowano za uderzenie policjanta podczas demonstracji, wyrzuca Dmitrijowi, że ten sprzedał się zakładając organizację pomocy weteranom wojny. W swej naiwności Dmitrij nie widzi nadużyć swojej organizacji. Zbliża się czas parady na cześć zakończenia wojny. Z Australii przyjeżdża na nią trzeci z załogi ich samolotu Liowka Margulis (Wiaczesław Tichonow).
Bogaty emigrant przeżywa na obczyźnie życie w samotności, pocieszając się jedynie obecnością papugi, zrozpaczony ślepotą i przegranym życiem. Iwan zaprasza go do swojego domu i razem z Dmitrijem odnajduje syna, którego Liowa porzucił rok po narodzeniu. Nie śmieją powiedzieć przyjacielowi, że w  Saszy  (Wladimir Maszkow) zobaczyli  pijanego desperata. Wkrótce dwa zwalczające się gangi (wojskowy i prokuratorski) wplątują niewinnego  Dmitrija w aferę nadużyć, a Iwan i Liowa w pełni doświadczają bezsilności próbując go uwolnić. Tuż przed paradą na cześć zwycięstwa 9 maja 1945 roku



 zrozpaczeni decydują się zażądać  jego wolności porwawszy samolot...



Wzruszający film. Historię opowiada dziesięcioletnia dziewczynka, prawnuczka bohaterów wojny. Bohaterowie po latach  to śmieszą, to rozczulają. Kiedyś wielcy w powietrzu, zawiedli na ziemi. Pogubili się w relacjach z najbliższymi. W filmie pokazano to raz dramatycznie raz zabawnie, jak w scenie, gdy satyrycznie przedstawiony psycholog mówi do syna Liuowy Margulisa, Saszy, że ten ma przekonać ojca, by zrezygnował z porwania samolotu odwołując się do pozytywnych wspomnień z dzieciństwa. Takowych nie ma ktoś porzucony w pierwszym roku życia.



 To co mówi do ojca i śmieszy i zasmuca. Podobnie w relacji z rozżaloną w stosunku do ojca córką



 Iwana Diakowa.






Film Siergieja Ursiulaka,



któremu wdzięczna jestem za Likwidację,  kończy się trochę bajkowo przedstawioną nadzieją. Plus czarno-białymi zdjęciami z parady zwycięstwa z 1945 roku w Moskwie i obrazem jeszcze żywych obwieszonych orderami starców w mundurach - bohaterów wojny 1941-45 w Rosji.



 

Wschód - Zachód - zdradzeni przez Rosję

 
Reżyseria: Regis Wargnier ( Indochiny, Kobieta mego życia, Człowiek człowiekowi)
IMDb 7.5/10
1999
rosyjski, francuski
6 nagród, 6 nominacji (w tym do Oscara nieangielskojęzycznego, Złotego Globu, do Cezara)



1946 rok. Rosja Stalina wzywa swoich obywateli, którzy emigrowali po przegranej domowej wojnie białych z czerwonymi do powrotu. ZSRR im i ich potomkom proponuje obywatelstwo radzieckie zachęcając do powrotu. Wśród wracających jest doktór Alieksiej Gołowin (Oleg Mienszikow) ze swoją francuską żoną Marie  (Sandrine Bonnaire) i synem.




Już w porcie okazuje się, że na powracających czekają enkadwudziści, a ojczyzna ich wita przesłuchaniami, biciem, a doktora propozycją odcięcia się od francuskiej żony. Gdy Aleksiej nie zgadza się rodzinie zostaje przydzielony pokój w komunałce. Wspólna kuchnia, łazienka i kilka rodzin na kupie.  W ramach dostosowania się do sytuacji przychodzi im płacić haracz obłudy dziękując Związku Radzieckiemu za przyjęcie ich na łonie ojczyzny.




 Marie nie umie się tu odnaleźć, zachowuje się z odwagą kogoś z Zachodu, nie licząc się z ceną, jaką tu się płaci za takie gesty wolności. Aleksiej próbuje ją ocalać powstrzymując.


Intymność udaje im się zachować tylko w szeptach  w zakazanym języku francuskim.




Wkrótce ich szczęście zrodzone we Francji



staje się przeszłością. Terror strachu wpływa destrukcyjnie na relacje między Marie  i Aleksiejem. Gdy rozstają się, nadzieją na wolność dla Marie  staje się  młodziutki Sasza Wasiliew (Siergiej Bodrow młodszy). Mistrz pływania wyjeżdżając na Zachód ma jej pomóc w uruchomieniu kontaktów, które pomogą wydostać ją  z Rosji.



Sojusznicy w planach ucieczki na Zachód z czasem stają się parą.



Zanim  dojdzie do próby ucieczki Marie przyjdzie doświadczyć bicia w urzędzie NKWD, więzienia, zesłania. Cena za wolność może być bardzo wysoka...



Mimo, że film wyreżyserował Francuz  Regis Wargnier (Indochiny),



 udało mu się bardzo realistycznie przedstawić duszną atmosferę  komunałek, strach przed donosem, znikanie ludzi, fałsz słów pompowanych z patosem w słuchaczy uroczystych akademii, upokorzenie ludzi, rozrywanie więzi,  by zniszczyć każdą przestrzeń wolności.

Ciekawie pokazano, że wyspą wolności dla czwórki, piątki bohaterów są rozmowy w języku francuskim.

W filmie wierzyłam wszystkim aktorom, ale szczególnie ujął mnie Oleg Mieńszikow w roli Aleksieja.


 Ze ściśniętym sercem słuchałam jego odpowiedzi, czy wiedział, że jego żona za granicą wybierze wolność:
- Do końca nie wierzyłem, że to zrobi.
Pomaga jej  latami w spełnieniu marzenia o wolności, wyjeździe z piekła Rosji do raju Francji, a jednak gdy jej się to udaje, za cenę opuszczenia kochanego człowieka, nie może uwierzyć, że Marie przedkłada wolność nad miłość.

Bardzo poruszyła mnie też scena zejścia na ląd w Rosji przybyłych z Zachodu Rosjan, którzy tak tęsknili za krajem, że  zdecydowali się zaufać Stalinowi. Nie mogłam uwierzyć w ich naiwność. Chciało mi się zatrzymać ich na statku, zagrodzić drogę ku przejściu na trap.
Zwróciłam też uwagę na Siergieja Bodrowa młodszego w roli młodziutkiego Saszy.



Prawdziwy jak zwykle, choć wciąż przede wszystkim jest sobą.
Kogo jeszcze zobaczymy tu? Francuski Catherine Deneuve i Sandrine Bonnaire i






Ukraińca Bogdana Stupkę.



Warto zobaczyć.



 

Złodziej - zdradzony przez ojca

 
Reż i scen. Paweł Czuchraj (Kierowca dla Wiery)
1997
rosyjski
Muzyka: Władimir Daszkiwicz (Psie serce, Sługa, Strzelec wyborowy, Armavir)
Zdjęcia: Władimir Klimow (Leningrad)
14 nagród (za reżyserię, role - Władimir Maszkow, Jekatierina Rednikowa 11 nominacji (za film w tym do Oscara, Złotego Globu, za zdjecia,muzykę)
IMDb 7.7/10
Bор


Do tego filmu z Maszkowem przymierzałam się od dawna. I nie rozczarowałam się. Klimat stalinowskich czasów po wojnie odtworzono tu bardzo sugestywnie.
Pawel Czuchraj pokazał nam życie bohaterów w drodze, w tymczasowości, w ciągłej ucieczce.
Pociąg odgrywa tu zasadniczą rolę. To właśnie w pociągu młoda wdowa po bohaterze wojennym poznaje oficera armii Tolę (Władimir Maszkow). Życie z nim oznaczać będzie dla niej i jej ośmioletniego synka Sani (Misza Filipczuk)



 przesiadanie się z pociągu do pociągu, z oglądaniem się za siebie, czy nikt nie ściga.  Pociągiem też Katja zdecyduje się odjechać od niego.  W pociągu towarowym  też rozżalony  Sania po raz ostatni po latach zobaczy mężczyznę, którego uznał za swego ojca.



 Pociąg też wywiezie go już 43-letniego Sanię (Jurij Bieliajew),  samotnego żołnierza  ze strefy wojny.



Z jego okien będzie patrzył odjeżdżając na egzekucję dokonywana przez rosyjskich żołnierzy. Czy na Czeczenach?
Drugi motyw dotyczy Stalina.  Tytułowy złodziej zjednuje sobie zaufanie przebraniem za żołnierza, stwarza sobie kamuflaż z towarzystwa kobiety i dziecka, by łatwiej moc okradać. Wślizguje się w serce chłopca zajmując w nim miejsce dotychczas przeznaczone dla prawdziwego ojca, bohatera wojennego, którego Sania nie zdążył poznać. Podobnie Stalin, którego głowę wytatuował sobie Tola na piersi,



 wobec Rosji lubił ogrywać rolę ojczulka narodu. Jak Tola w relacji z Sanią Stalin uwodził siłą i straszył Rosję. I podobnie zniszczył ja,  jak Tola zniszczył  życie Katji i jej syna.
Mimo to w relacji mężczyzny, który na chwilę stał się ojcem Sani było coś, co Sania mógł przyjąć za obietnicę. Dlatego tracąc go łowił jego ostatnie spojrzenie, zaparł się swego prawdziwego ojca wołając za wywożonym na Sybir  Tolą tato. Scena przewożenia jeńców jest jedną z najbardziej przyjmujących w filmie. Śnieżna pustka. Tłum zrozpaczonych kobiet wyczekujących chwili, gdy z klasztoru zamienionego na więzienie wyprowadzą do ciężarówek ich synów, braci, mężów. Podjeżdżają ciężarówki. Otwiera się brama więzienia. Między więźniami a ciężarówkami strażnicy z automatami i ujadającymi psami. Krzyk. Pierwszy! Nie podnosić głowy! Drugi! Krzyk kobiet. Zamienieni w numery mężczyźni biegną skuleni po śniegu do ciężarówek. Z głową wciągnięta w ramiona. Bici kolbami. Kobiety robią wszystko, by przywrócić swoim mężczyznom godność ludzi. Wołają do nich. Przypominają o swojej obecności. Dopominają się o ich uwagę, o ostatnie spojrzenie, zanim pochłonie ich ciemność ciężarówki, a potem śniegi Syberii.
Tola odwraca się na wołanie Katji, także znikając w ciemnościach rzuca ostatnie spojrzenie chłopcu



 przywiązując go nim do siebie na lata. Chce mi się wierzyć, że kobieta i chłopiec nie byli od początku pionkami w grze złodzieja, że Toli pamięć relacji odebrało więzienie. Wydaje mi się jednak, że prawdą niestety jest to, że Tola to rzeczywiście duchowy  syn Stalina - ukradł serca ufających mu i zniszczył ich.

Prawdziwi w swoich rolach byli wszyscy: i Jekatierina Rednikowa w roli Katji i mały Misza Filipczuk jako Sania
 i szczególnie Władimir Maszkow : zmysłowy tu, prymitywny,



 brutalny, uwodzący, cynicznie wykorzystujący ludzi, a jednak w relacji z "synem" nawet jeśli wyżywa  na nim swój gniew



 czy zniecierpliwienie, to staje po jego stronie,




broni go, uczy tego, co według niego uczyni go człowiekiem silnym.



 Podobnie jak w innych rolach ojców ( Ojciec, LikwidacjaAmerykańska córka) - bardzo w tej relacji przekonujący.



 

Wojna i pokój - byłem i będę zawsze

Reż. Siergiej Bondarczuk (Los człowieka, Borys Godunow, Oni walczyli za ojczyznę)
scen. Siergiej Bondarczuk i Wasilij Sołowiow wg powieści Lwa Tołstoja
rosyjski

Muzyka: Wiaczesław Owczinnikow (Andrej Rublow)

Zdjęcia: Anatolij Pietrycki
4 nagrody (w tym Złoty Glob i  Oscar za nieangielskojęzyczny film), 2 nominacje (do Oscara i BAFTA -  za scenografię)
1966
IMDb 7.7/10




Wojnę i pokój Lwa Tołstoja 



czytałam jeszcze w liceum. Podobnie jak inne jego rzeczy. Teraz wracam do klasyki, tu w adaptacji filmowej z 1967 roku.
Reżyser filmu Siergiej Bondarczuk



 jest też odtwórcą roli Pierre'a Bezuchowa. 



Żałuję, że nie widziałam filmu w kinie. Sceny batalistyczne bitwy pod Austerlitz i  pod Borodino wręcz porywają. Pokazano je z góry z ogromnym rozmachem. Ogień wybuchów, kłęby dymu,


 szeregi oddziałów maszerujących zabijać i umierać w niepokojącym porządku.



 Widziani z góry ludzie  maleją, czekająca ich śmierć ogromnieje.



Nabiera absurdu, wzmacnia znaczenie życia. Podobnie sceny wkraczania Francuzów



 do opuszczonej przez Rosjan podpalonej Moskwy, ich odwrót i umieranie w śniegach Rosji. Rozmach, realizm obrazów, współczucie, które budzą. Szczególnie w scenach, w których na bohaterów pada cień śmierci. W scenie z uwięzionym przez Francuzów Pierrem Bezuchowym,



w obrazach czekania na egzekucję, strachu przed śmiercią, doświadczania grozy umierania na oczach  bohatera, w momencie śmierci przy porodzie Lizy (Anastazja Wertyńska),  żony księcia Andreja Bołkońskiego (Wiaczesław Tichonow). Bardzo poruszały mnie jego refleksje w chwili utraty żony, a także w momencie zagrożenia własnego życia po zranieniu na polu bitwy.
Sam tytuł mówi o o wojnie i pokoju, więc oprócz scen wojny jest też czas Nataszy Rostowej (Ludmiła Sawieljewa) zachwytu nad życiem ,



zachwytu nad nią



dwóch zaprzyjaźnionych ze sobą mężczyzn: Pierre'a Bezuchowa i Andreja Bołkońskiego.



 Jej młodzieńcza fascynacja księciem Anatolijem Kuraginem (Wasilij Łanawoj),



która wystawia na próbę jej relacje z Bołkońskim.  To czas pokazania nam dwóch rodzin: chaosu w rodzinie Bołkońskich i ładu w rodzinie Rostowych.

Mimo zdumienia wobec śmierci (szczególnie nagłej, na wojnie) Lew Tołstoj traktuje wojnę 1812 roku broniącą Rosji przed Francuzami jako wojnę sprawiedliwą, w przeciwieństwie do wojny krymskiej, w której sam brał udział, wojny nie obronnej, ale ekspansywnej wobec cudzej ziemi, a więc zasługującej na klęskę.
Sam pomysł na powieść wiązał się z osobą bohatera Pierre'a Bezuchowa, którego pierwotnie Tołstoj chciał opisać jako dekabrystę wracającego z żoną w 1856 roku z zesłania na Sybir po powstaniu dekabrystów z 1825 roku. Gdy cofnął się do jego młodości uwagę jego zajął czas wojny Rosji z Napoleonem bardziej niż zmagania dekabrystów z caratem. Tołstoj swoją powieść zaczął pisać w 1856 roku, zakończył w 1869. Przepisywał powieść ośmiokrotnie, a niektóre fragmenty dwadzieścia sześć razy.  Zrezygnował z pragnienia przedstawienia późniejszych losów Biezuchowa -dekabrysty. Nie cenił tej powieści tak wysoko, jak ocenili ją inni.



CYTATY:
o miłości Andreja do Nataszy:
-  Я бы не поверил тому, кто бы мне сказал, что я могу так любить. Это совсем не то чувство, которое было у меня прежде. Весь мир разделен для меня на две половины: одна — она и там всё счастье надежды, свет; другая половина — всё, где ее нет, там всё уныние и темнота… (Nie uwierzyłbym, gdyby mi ktoś powiedział, że mogę tak kochać. To całkiem inne uczucie od tego, które doświadczałem wcześniej. Świat podzielił się w moich oczach na dwie połowy: w jednej - ona i tam szczęście nadziei; druga połowa - tam, gdzie jej nie ma, tam smutek i ciemność.)

- Все любить — любить Бога во всех проявлениях. Любить человека дорогого можно человеческой любовью; но только врага можно любить любовью Божеской.

- Как тихо, спокойно и торжественно, совсем не так, как я бежал,  не так, как мы бежали, кричали и дрались; совсем не так, как с озлобленными и испуганными лицами тащили друг у друга банник француз и артиллерист, -- совсем не так ползут облака по этому высокому бесконечному небу. Как же я не видал прежде этого высокого неба? И как я счастлив, я, что узнал его наконец. Да! всё пустое, всё обман, кроме этого бесконечного неба. Ничего, ничего нет, кроме его. Но и того даже нет, ничего нет, кроме тишины, успокоения. И слава Богу!...

- Любовь есть бог, и умереть - значит мне, частице любви, вернуться к общему и вечному источнику. (Miłość jest bogiem, a umrzeć dla mnie - części tej miłości - oznacza powrócić do wspólnego i wiecznego źródła)

- Я чувствую, что я не только не могу исчезнуть, как ничто не исчезает в мире, но что я всегда буду и всегда был. Я чувствую, что кроме меня надо мной живут духи и что в этом мире есть правда.





Likwidacja - Odessa bandycka z wątkiem narodowym

Reż. Sergiej Ursiulak (Wypracowanie na temat Dnia Zwycięstwa, Isajew, Cichy Don)
2013
rosyjski
dramat kryminalny

 

Kolejny - po Brygadzie - serial rosyjski,  który obejrzałam z ciekawością.



 Odessa  1946 roku prezentuje się w w czarno-białych zdjęciach... tajemniczo. Scenografom w tych odrapanych, rozpadających się zaułkach, bramach, dworach pełnych trzeszczących, drewnianych schodów, przy ozdobionych komunistyczną propagandą fasadach secesyjnych kamienic, na wysokim brzegu Morza Czarnego udało się stworzyć niezwykły klimat. Tyle miłości do Odessy przekazano w tych obrazach,  w zabawnych rozmowach w dialekcie odeskim, że złapałam się na tym, że między jednym a drugim odcinkiem Likwidacji, sprawdzam ceny lotów do Odessy.
Bohaterami tej intrygi wojskowo-kryminalnej jest kilka grup władających ówczesną Odessa: bandyci odescy, mierząca się z nimi milicja i pozostali po wojnie Ukraińcy dążący do oderwania Ukrainy od sowieckiej władzy.


Głównego bohatera, porywczego śledczego Żyda Dawida Markowicza Gocmana z jego zabawną gadką -  kudoj? - tudoj!, powracającym pytaniem: szio? i podsumowaniem - kartina masłom, szczególnie polubiłam. W jego dogadywaniu się z bandytami, przekraczaniu granic w zbyt swobodnych odzywkach do zesłanego po wojnie przez Stalina do Odessy marszałka Żukowa, rozpaczy po stracie przyjaciela, próbach zjednania sobie serca niedostępnej Nory i decyzji usynowienia biezprizornego Miszki.



Obok roli żydowskiego ojca w Papa i Rogożyna w Idiocie. to  w moim odczuciu, najlepsza rola Władimira Maszkowa (choć nie widziałam jeszcze Złodzieja i Na końcu świata).


Fimę, zaprzyjaźnionego ze śledczym złodzieja odeskiego, który dbając o zdrowie przyjaciela podmienia mu odpalane jeden od drugiego papierosy na pestki słonecznika, gra  Siegiej Makowieckij. Świetnie gra,



przejąwszy tę rolę po Andreju Kraśko, który w trakcie kręcenia filmu zmarł nagle.
Mimo że przedstawiana  historia jest przede wszystkim natury kryminalnej, każdego z głównych bohaterów pokazano w jego licznych relacjach z wybranymi kobietami,



niejednoznacznie w wyborach dobra i zła. 
W pewnym stopniu każdy budzi współczucie, także ci wyznaczeni na negatywnych bohaterów.
 
W roli bandyty Czekana z przyjemnością zobaczyłam Konstantina Ławrionienko, którego bardzo cenię za role w filmach Zwiagincewa Powrót i Wygnanie. W roli psychiatry, który ma wizje przyszłości Oleg Basijaszwili (Woland z Mistrza i Małgorzaty), a w roli powiązanego z bandytami Greka - Jurij Awszarow.



Pikanterii filmowi dodaje fakt, że akcja filmu rozgrywa się w Odessie, a chodzi m.in. o Rosję i Ukrainę 1946 roku. "Zdrajcy" ukraińscy chcą przejąć Odessę odrywając ją od Związku Radzieckiego, czyt. Rosji.  Jeden z bohaterów, Ukrainiec na pytanie Rosjanina
- Za co nas tak nienawidzicie?
odpowiada
- Bo wy z wszystkimi wojujecie, a jak nie wojujecie, to zabijacie swoich i chcecie cudzej ziemi.

Warto zobaczyć.





Radca stanu - pożrecie się wzajemnie

 
Reż. Filipp Jankowskij (syn Olega)
historyczno-kryminalna adaptacja powieści Borysa Akunina
Статский советник
2005
rosyjski

Podobał mi się wyczarowany tu klimat carskiej Rosji.

W Moskwie i Petersburgu.

Sanie mknące po zaśnieżonych ulicach, złote kopuły z prawosławnymi krzyżami, pustka pełnych przepychu pałacowych przestrzeni.  Intryga (w oparciu o nieznaną mi książkę Borysa Akunina)

wystarczająco ciekawa. Carat mierzy się z  pojedynczymi wrogo do niego nastawionymi terrorystami. Towarzyszą temu rozmowy bohaterów wieszczących zmierzającej w przepaść  Rosji rewolucję, podczas której, kto był nikim, stanie się wszystkim, kto był wszystkim - nikim. "Rozhuśtają ciemność" mówi o dążących do przewrotu terrorystach jeden z bohaterów. Proroczy odrąbywanie głów.
Historia w filmie rozgrywa się przede wszystkim między dwoma przedstawicielami władzy carskiej: tytułowym  radcą stanu Fandorinem granym ze zbyt kamienną twarzą przez Olega Mieńszykowa, a księciem Pożarskim ciekawie pokazanym przez Nikitę Michalkowa.

 

Niezbyt go lubię, niemniej zawdzięczam mu bardzo poruszające historie w Spalonych słońcem, 12 czy w Gorzkim romansie.
W filmie, podobnie jak w Duchu oponentami są grający tu bandytę Kozyria Wladimir Maszkow i rewolucjonistę Grina - Konstantin Chabienskij.

 

 

Każdemu z głównych bohaterów przyporządkowano kogoś z kim

 

może on odegrać rolę w wątku romantycznym,

 

skomplikowanym niewiadomą, kto kim i po czyjej stronie. 


Film Filippa Jankowskiego

nie porusza, ale wciąga akcją,

 

która nawiązuje do prawdziwych prób wykorzystania rewolucjonistów do rozprawiania się ze swoimi przeciwnikami politycznymi przez ludzi z elity władzy, wizją rewolucjonistów jako kukiełek w rękach żądnych władzy ludzi caratu. Koniec XIX wieku to jeszcze nie czas, gdy kukiełki wymkną się spod kontroli.

P.S. Nazwa grupy rewolucyjnej  СДД - сожрите друг друга (Zeżryjcie się wzajemnie)