
Chalo Dilli - odnaleźć radość życia
Reżyseria: Shashant Shah ("Dasvidaniya")
Produkcja: Mahesh Bhumapatti i Lara Dutta
Muzyka: Anand Raj Anand ("Kaante"), Gourov Dasgupta,
Sachin Gupta ("Dil Kabaddi")
Zdjęcia: Nikos Andritsakis ("LSD: Love, Sex Aur Dhokha")
Obsada: Vinay Pathak, Lara Dutta, Akshay Kumar, Brijendra Kala,
Rahul Singh
Tytuł: Jedźmy do Delhi
Premiera: 2011
Oceny: IMDb 6.9/10 , Tamanna 6/10
Ona długonoga, elegancka, z fobią czystości, bogata, ambitna i ze skwaszoną miną. On bez smaku ubrany, głośny, łatwo łamiący dystans, roześmiany. Ludzie z dwóch światów:
zwykłe Indie i te nowoczesne, mumbajskie, wpadające Zachodowi w ramiona. Zmuszeni do tego, by razem
odbyć drogę z Mumbaju do Delhi. Najpierw samolotem, a potem jak Bóg da. Choćby w wozie zaprzężonym w wielbłąda lub jeepie złodziei....
Płodozmian. Postanowiłam przeplatając malajalam czymś amerykańskim, zajrzeć, co słychać w Bollywoodzie. Trafiłam na "Chalo Dilli", w reżyserii Shashanta Shaha, który mnie wzruszył swoim żegnającym się z życiem bohaterem w "Dasvidaniya".
Tu też mam na ekranie przeważnie Vinaya Pathaka ("Rab Ne Bana Di Jodi"). Na szczęście, bo to on swoją nachalną, ale i radosną akceptacją życia, apetytem na nie, wypełnia tę historię. Mlaskając, bekając, pierdząc,
ale też i zjednując sobie serca dla bohatera, który wyśmiewa smutki i docenia smak życia. W każdym jego przejawie, nawet tym najtrudniejszym.
Temu handlarzowi sari z delhijskiego Chandni Chowk, który czuje się u siebie w najtańszych zajazdach, przeciwstawiono bizneswoman zarządzającą bankiem inwestycyjnym, elegancką damę, przyzwyczajona do sterylnego komfortu. Zagrana przez Larę Duttę, byłą miss świata, żonę sławnego tenisisty (tu z nią w roli producenta filmu), dobrze znaną mi z wyglądu, smętnie jednak kojarzoną z rolami w filmie ("Zinda"?, "Andaaz"?, "Billu Barber?)? Ciekawa jestem, czy tę rolę zapamiętam?
Jak sam tytuł wskazuje bohaterowie jadą z Mumbaju do Delhi. Mamy więc do czynienia z filmem drogi (jak w "Road, Movie", czy "Road"). A jeśli jest podróż, to i szansa na zmianę.

W drodze nie wiemy przecież, co nas spotka za następnym zakrętem. Szczególnie w Indiach. Bohaterka Lary Dutta nie jest ciekawa przygody. Ją określa raczej głód przewidywalności. Z wieloma cudzoziemcami w Indiach łączą ją minki zniesmaczenia na widok wszystkiego, co wykracza poza ramki sterylnego bezpieczeństwa, do którego przyzwyczaja nas nasza cywilizacja. Gdy nagle w komórce siada bateria, przez kraj trzeba wędrować zaprzężonym w wielbłąda wozem,

a nie w biznes klasie samolotu, gdy obok ma się kogoś tak głośnego, bezpośredniego, cieszącego się życiem i nieprzejmującego się niedogodnościami jak Manu Gupta to taka sytuacja wymusza w bohaterce zmiany.

I oczywiście doczekamy się ich w drugiej, trochę nudnawej części historii. W tej też części, wg słów jednego z widzów, jak Rama ratujący swoją Sitę z opresji (chaos indyjskiej rzeczywistości jako Rawana), pojawia się nagle Akshay Kumar w roli męża bohaterki.
Nie widziałam "Planes, Trains, Automobiles", więc nie rozczarował mnie kolejny remake Indusów. Czy poleciłabym go? Vinaya Pathaka na pewno warto zobaczyć. Obok niego na krótko pojawia się kilku budzących ciepło bohaterów: zasypiający szofer taksówki, przemiły kierowca ciężarówki raczący bohaterkę angielską muzyką (bo na pewno taką woli od indyjskiej), czy para bengalska w pociągu. Cieszyłam się poznając ich w bliskiej mi atmosferze sleepera, wspominając nasze podróże pociągiem
po Maharasztrze i z Karnataki do Kerali. Zwróciłam uwagę na mumbajskie szczególiki: obrazy żebractwa na światłach - z jednej strony stukające w auto dzieci, z drugiej hidźry, cieszył mnie widok delhijskiego Diwali. Chętnie przejechałam przez drogi (znane mi tylko z "Road") pustyni Radżastanu.
Ale... spodziewałam się więcej.
Produkcja: Mahesh Bhumapatti i Lara Dutta
Muzyka: Anand Raj Anand ("Kaante"), Gourov Dasgupta,
Sachin Gupta ("Dil Kabaddi")
Zdjęcia: Nikos Andritsakis ("LSD: Love, Sex Aur Dhokha")
Obsada: Vinay Pathak, Lara Dutta, Akshay Kumar, Brijendra Kala,
Rahul Singh
Tytuł: Jedźmy do Delhi
Premiera: 2011
Oceny: IMDb 6.9/10 , Tamanna 6/10
चलो दिल्ली

Ona długonoga, elegancka, z fobią czystości, bogata, ambitna i ze skwaszoną miną. On bez smaku ubrany, głośny, łatwo łamiący dystans, roześmiany. Ludzie z dwóch światów:
zwykłe Indie i te nowoczesne, mumbajskie, wpadające Zachodowi w ramiona. Zmuszeni do tego, by razem
odbyć drogę z Mumbaju do Delhi. Najpierw samolotem, a potem jak Bóg da. Choćby w wozie zaprzężonym w wielbłąda lub jeepie złodziei....
Płodozmian. Postanowiłam przeplatając malajalam czymś amerykańskim, zajrzeć, co słychać w Bollywoodzie. Trafiłam na "Chalo Dilli", w reżyserii Shashanta Shaha, który mnie wzruszył swoim żegnającym się z życiem bohaterem w "Dasvidaniya".
Tu też mam na ekranie przeważnie Vinaya Pathaka ("Rab Ne Bana Di Jodi"). Na szczęście, bo to on swoją nachalną, ale i radosną akceptacją życia, apetytem na nie, wypełnia tę historię. Mlaskając, bekając, pierdząc,
ale też i zjednując sobie serca dla bohatera, który wyśmiewa smutki i docenia smak życia. W każdym jego przejawie, nawet tym najtrudniejszym.
Temu handlarzowi sari z delhijskiego Chandni Chowk, który czuje się u siebie w najtańszych zajazdach, przeciwstawiono bizneswoman zarządzającą bankiem inwestycyjnym, elegancką damę, przyzwyczajona do sterylnego komfortu. Zagrana przez Larę Duttę, byłą miss świata, żonę sławnego tenisisty (tu z nią w roli producenta filmu), dobrze znaną mi z wyglądu, smętnie jednak kojarzoną z rolami w filmie ("Zinda"?, "Andaaz"?, "Billu Barber?)? Ciekawa jestem, czy tę rolę zapamiętam?
Jak sam tytuł wskazuje bohaterowie jadą z Mumbaju do Delhi. Mamy więc do czynienia z filmem drogi (jak w "Road, Movie", czy "Road"). A jeśli jest podróż, to i szansa na zmianę.
W drodze nie wiemy przecież, co nas spotka za następnym zakrętem. Szczególnie w Indiach. Bohaterka Lary Dutta nie jest ciekawa przygody. Ją określa raczej głód przewidywalności. Z wieloma cudzoziemcami w Indiach łączą ją minki zniesmaczenia na widok wszystkiego, co wykracza poza ramki sterylnego bezpieczeństwa, do którego przyzwyczaja nas nasza cywilizacja. Gdy nagle w komórce siada bateria, przez kraj trzeba wędrować zaprzężonym w wielbłąda wozem,

a nie w biznes klasie samolotu, gdy obok ma się kogoś tak głośnego, bezpośredniego, cieszącego się życiem i nieprzejmującego się niedogodnościami jak Manu Gupta to taka sytuacja wymusza w bohaterce zmiany.
I oczywiście doczekamy się ich w drugiej, trochę nudnawej części historii. W tej też części, wg słów jednego z widzów, jak Rama ratujący swoją Sitę z opresji (chaos indyjskiej rzeczywistości jako Rawana), pojawia się nagle Akshay Kumar w roli męża bohaterki.
Nie widziałam "Planes, Trains, Automobiles", więc nie rozczarował mnie kolejny remake Indusów. Czy poleciłabym go? Vinaya Pathaka na pewno warto zobaczyć. Obok niego na krótko pojawia się kilku budzących ciepło bohaterów: zasypiający szofer taksówki, przemiły kierowca ciężarówki raczący bohaterkę angielską muzyką (bo na pewno taką woli od indyjskiej), czy para bengalska w pociągu. Cieszyłam się poznając ich w bliskiej mi atmosferze sleepera, wspominając nasze podróże pociągiem
po Maharasztrze i z Karnataki do Kerali. Zwróciłam uwagę na mumbajskie szczególiki: obrazy żebractwa na światłach - z jednej strony stukające w auto dzieci, z drugiej hidźry, cieszył mnie widok delhijskiego Diwali. Chętnie przejechałam przez drogi (znane mi tylko z "Road") pustyni Radżastanu.
Ale... spodziewałam się więcej.