Sloneczniki

Pardes - I love my India

Reżyseria:    Subhash Ghai ("Taal", "Khalnayak", "Karz", "Karma", "Meri Jung")
Scenariusz:   Subhasz Ghai
Produkcja:    Subhash Ghai
Obsada:       Mahima Chaudhary, SRK, Amrish Puri, Apoorva Agnihotri,
                   Himani Shivpuri, Alok Nath
Muzyka:       Nadeem- Sharavan ('Raja Hindustani", "Dhadkan", "Raaz")
Zdjęcia:        Kabir Lal ("Hamesha", "Taal", "Apne")
Premiera:     1997
Nagrody:       3 nagrody (za scenariusz- debiut - Mahima
                   i za śpiew Alka Yagnik w"Meri Mehbooba")
Tytuł:              Obczyzna, zagranica
Gatunek:       dramat miłosny
Oceny:        IMDb 6.8/10 , Tamanna 6/10

परदेस

  

Pardes. Obczyzną jest amerykańska ziemia dla Hindusa Kishorilala (Amrish Puri). Ze  smutkiem widzi, że ceną za zdobyte tu bogactwo staje się amerykanizacja jego syna, Rajiva. Nie może pogodzić się z tym, że jego syn z dnia na dzień staje się coraz bardziej obcy swoim indyjskim korzeniom, wartościom przodków, więc wpada na pomysł, aby z przyjacielem z dzieciństwa zaaranżować w Indiach jego ślub z prostą dziewczyną z indyjskiej wioski, z Gangą.



Tych dwoje młodych ludzi to dwa odległe światy

  

- mężczyzna zepsuty pieniędzmi, romansami, alkoholem i zabawą i niewinna dziewczyna tęskniąca za tym jedynym, który stanie się ukochanym mężem i ojcem jej dzieci. Ma ich połączyć ze sobą, oswoić, przekonać do siebie adoptowany syn Kishorilala, Arjun (Shah Rukh Khan),

  

 przez niektórych w rodzinie traktowany jako ktoś gorszy, na poły służący. Spełniając swoją misję Arjun zakochuje się w Gandze...



Long Live India - święto 50-lecia niepodległości Indii. Uwolnienie się z niewoli brytyjskiej niedawno świętowano filmem "Chak De India!". Filmem "Pardes" uczczono poprzednie dziesięciolecie. A to oznacza patriotyczne akcenty - śpiew "I Love My India - Yeh Mera India", symbole typu Taj Mahal, bohaterka z imieniem od świętej rzeki Ganges. No i oczywiście, Zachód zły, Indie najlepsze.  Lubię w Indiach ich  miłość do kraju, zaledwie 63 lata temu wyzwolonego spod panowania Brytyjczyków, choć obawiam się teraz rosnącego tam nacjonalizmu szczególnie związanego z lansowaną przez partię Shiv Sena  ideą Indii tylko dla hindusów.

  

Ten film pokazuje nam kilka konfliktów. Oprócz konfliktu między Indiami w kraju, a Indiami zamerykanizowanymi  mamy tu konflikt w trójkącie miłosnym i związaną z nim pseudo ojcowsko-synowska relację głównego bohatera z Kishorilalem. Konflikt w trójkącie zbudowany jest w nawiązaniu do zaufania i kłamstwa, jakie pojawia się między Gangą a Arjunem. Ten ostatni występuje tu w dwuznacznej roli. Zobowiązany do wdzięczności wobec Kishirilala, urodzony w Indiach Arjun jawi się tu jako pośrednik i tłumacz między dwoma kulturami: indyjską i tą tworzoną przez zamerykanizowanych NRI.  Ten Kupidyn wbrew swoim obawom i poczuciu winy przygotowuje serce dziewczyny na przyjęcie kogoś niegodnego jej. Podobnie jak w "Yes Boss"  bohater zakochuje się w dziewczynie. Czy nie ma tego w wątku Tristana wiozącego dla króla Marka Izoldę? No ale Tristan nie walczył o swoją ukochaną pocąc się w grze kabbadi, choć też przeżywał konflikt serca i wdzięczności, indywidualnych pragnień i interesu rodziny, częsty w indyjskich filmach. Jaka jest sytuacja Gangi w tej sytuacji? Człowiek, któremu ufa zawodzi, popycha ją w ramiona innego, który ją unieszczęśliwi. Nie rozumie ona życia na obczyźnie, brakuje jej więzi rodzinnych, zdana na samą siebie czuje się w Ameryce samotnie.
Ten film stawia problem, co dzieje się z nami gdy, jedziemy na tytułową obczyznę. Jakie więzi pozostają? Co tracę, a co zyskuję opuszczając swój kraj, wyzwalając się z jego korzeni?  To ważne pytanie  w czas indyjskiego snu o Ameryce. Śnią go bohaterowie "Yuva",  "Rang De Basanti" i "Swami". Przeżywają na jawie bohaterowie "The Namasake", czy "Heaven on  Earth".
Tu przedstawiono je bardzo powierzchownie konfrontując ze sobą bohaterów w konwencji czarno - białej. Gdybyż zamieszkały w Indiach Rajiv nie był tak jednoznacznie zły! A Ganga tak jednoznacznie dobra! Za dużo tu przewidywalności, oczywistości i schematu w przedstawieniu bohaterów. W DDLJ pokazano NRI z indyjskim sercem, tu bez serca. Nie ratuje sytuacji Amrish Puri (aktor nagrał się tylu łajdaków, że zawsze cenię go  sobie w innych rolach , jak  w "Bhumika","Nishaant", czy tu). W "Pardes" Amrish Puri na siłę chce ocalić zmaterializowanego na zachodzie syna żeniąc go z Indiami uosobionymi przez Gangę.



 Dziewczynę gra debiutująca tu Mahima Chaudhry. Po odrzuceniu roli przez Madhuri i Juhi Chawlę.



Mahima, świeża, niewinna, nagrodzona za rolę denerwowała mnie. Pamiętam ją z 'Lajja", "Home Delivery Aapko Ghar Tak". Z wielu innych nie. Nie przepadam za nią. Apoorva Agnihotri ("Kasoor") jako jej zepsuty Ameryką narzeczony też był w swej roli łajdaka dla mnie mało przekonujący.

  

A Szaruk? Niezły z niego czaruczek w tym filmie. Czy to we wręcz operowej scenie, w której krwią dowodzi niewinności Gangi.  Przeciągając obnażoną dłonią po klindze,

  

czy zapierając się przed przyjacielem i przed sobą  przeżywanej miłości, czy gdy po kłótni z Gangą i obietnicy, że nie wróci, wraca za chwilę  o sekundę za długo patrząc na nią. Z sentymentem wspominam te sceny, choćby dlatego, że po film ten sięgnęłam zaciekawiona videoclipem do urodzinowej piosenki "Meri Mehbooba".
Słuchałam go zaintrygowana relacjami łączącymi widzianych ludzi, ich nieznaną mi  historią. Potem okazało się, ze grany przez Szaruka bohater nie taki znów niewinny.



Kłami, kręci, nadużywa wzbudzonego zaufania, pozwala z siebie zrobić bezwolne narzędzie cudzej krzywdy, nie umie bronić swej miłości.



Jak dobrze mu wychodzi odchodzenie pod bardzo przeze mnie lubianą melodię   Nahi Hona Tha! (to właśnie nazywa się qawwali?)

Oprócz Amrisha, Mahimy i zbuntowanego na koniec Szaruka



 w filmie lubiani przez mnie aktorzy drugoplanowi. Wciąż podobna do siebie Himani Shivpuri, n-ty raz w roli ciotki,  Alok Nath jako kochający ojciec, który za hańbę obiecuje córce śmierć, czy Dina Pathak - babcia w chwili kobiecego buntu wyrzucająca z siebie gniewnie: "najpierw należymy do ojca, w razie jego śmierci do brata, potem do męża, a na końcu do syna".
Subhash Ghai,
reżyser filmu, nagrodzony za scenariusz, znany jest przede wszystkim z "Khalnayaka" i "Taal". Ja go znam też z dawnych "Karmy", "Karz", "Meri Jung". Potrafi przyciągnąć uwagę, ale i zrazić sztucznością.

Mimo dłużyzn, przewidywalności, czarno-białych charakterów i reklamy Indii polecam ten film różnic kulturowych z męką zakazanego przez wartości uczucia. Pod  muzykę duetu Nadeem- Sharavan ('Raja Hindustani", "Dhadkan")
  i zdjęciami Kabir Lal ("Hamesha", "Taal", "Apne"), choćby z dobrze sfilmowaną sceną kabbadi. Przynajmniej miłośnikom Szaruka.