Sloneczniki

The Hurt Locker - W pułapce wojny

Wojna nie jest czymś, z czym  chcemy mierzyć się w święto Narodzin Boga (czytaj: Miłości). A tymczasem, gdy zapalamy na choince lampki, by rozświetlić ciemność, gdzieś słychać krzyk umierającego, zabijanego. Przełamujemy się opłatkiem życząc bliskim, by czuli się kochani, a gdzieś ktoś, w tym samym czasie łamie komuś rękę, kruszy kręgosłup. Kabhi Khushi Khabie Gham. Ktoś się śmieje ze szczęścia, kogoś zmywa fala tsunami.

 

26 grudnia 2004, Boże Narodzenie. W Azji fala zabiera życie 294 tysiącom ludzi.Teraz też jest Boże Narodzenie. Dla jednych miłość, dla innych szczególnie mocno odczuwana samotność. Świętujemy narodziny Życia, Boga. Gdzieś ono jest komuś właśnie okrutnie odbierane.
 
Są ludzie, których myśl o jednoczesności szczęścia i cierpienia wpędza w szaleństwo, odbiera im radość życia. Nie chodzi o to, by rozpacz wypierała nadzieję, ale o to, by ją dzielić z tymi, którzy ją tracą. Wg mnie też, o to, by ją odnawiać czerpiąc  z wiary w miłość Boga. Do każdego z nas. Na jakąkolwiek próbę, by nas nie wystawiał, jak byśmy nie użyli danej nam wolności. Miłość. O ile łatwiej nam wątpić niż wierzyć. Modląc się, choćby słowami: "Boże, jeśli jesteś..." Albo pytając siebie w to święto - komu pomogłem, z kim się pojednałam, z kim się podzieliłem (
jak Joanna, która właśnie kogoś prosi o przebaczenie, jak inna Joanna, której synowie rezygnują z prezentów wigilijnych, by ucieszyć biedniejszych, )...
 

Film "The Hurt Locker" zaczyna się słowami "wojna to narkotyk".

 

Irak. Amerykanie oddzieleni od Arabów całą swoją techniką. Każdy odliczany krok może być ostatnim.

 

 Przyjechali tu chronić kogoś, kto ma wątpliwości, czy ich obecność nie sprawia, że wybucha jeszcze więcej bomb. Z wysokości okien obserwowani uważnie, nieufnie, ze strachem albo niechęcią przez mieszkańców Bagdadu. Podejrzliwi wobec każdego z nich.
 
 Za ich samochodami biegną dzieci arabskie. Padające w auto kamienie. Gdy żołnierze tracą czujność, może się okazać, że ktoś z kim rozmawiali zwyczajnie, serdecznie, podłożył w ich pobliżu bombę.

  

Niezwykłe, paradokumentalne zdjęcia, czy to pełnego gruzów miasta,

 

 czy pustynnych okolic, przysypanych piaskiem, wysuszonych upałem snajperów, czekających godzinami na ruch, na strzał, na śmierć.

 

 Lub na zadanie śmierci.

 

Filmowani w swych spektakularnych akcjach rozbrajania bomby. "Zaraz będziemy na youtube".  Tej wszechogarniającej śmierci

  

 nie sposób zmyć z siebie. Pokazuje to przejmująca scena bicia w ścianki kabiny prysznica, rozpaczliwej, bezsilnej szamotaniny  uwięzionego w rzeczywistości nie do opuszczenia bohatera granego bardzo szczerze przez Jeremy Rennera.

  

Zdarzają się doświadczenia, które zabierają nam słowa,

 

 bo co można powiedzieć przez telefon żonie nachylonej nad synkiem. Bezpiecznie czekającej. Czasem zdarza się coś, co buduje między nami a światem

 

mur na zawsze. To może być czyjeś błaganie o pomoc. Ręce wyciągnięte do nas, a potem już tylko w górę ku Bogu, spojrzenie szukające naszej litości, wzniesione potem już tylko ku niebu. Dialog z człowiekiem zastąpiony oddaniem się Bogu. Na sekundy przed śmiercią.
nagrodzonym sześcioma Oscarami filmie Kathryn Bigelow

 

 jest wiele przejmujących scen, nawet jeśli raził mnie motyw pt "patrzcie, jakich mamy wspaniałych chłopców" i brakowało mi opcji irackiej w historii, która będąc bólem Ameryki przede wszystkim jednak jest bólem Iraku.  Poruszyły mnie jednak nawet sceny  wykorzystujące motyw dziecka. Po to, by wzruszyć nas do łez. Mimo nieufności wobec manipulacji, mam przed swoimi oczyma scenę, gdy ojciec mówi do cieszącego się wszystkim rocznego dziecka: "Gdy dorośniesz rzeczy nie będą już takie wyjątkowe. Zapomnisz, co naprawdę kochałeś".
No, właśnie, co naprawdę kochamy?

Reżyseria: Kathryn Bigelow
Obsada: Guy Pearcy, Anthony Macky,
Ralph Fiennes, Brian Geraphty, Jeremy Renner
Zdjęcia:
Barry Akcroyd
Nagrody: 6 Oscarów, 73 nagrody, 49 nominacji
Oceny:IMDb 7.8/10, Tamanna 7.5/10