Kiki van Beethoven - Eric-Emmanuel Schmitt

Kiki van Beethoven - Eric-Emmanuel Schmitt

22-08-2016


Eric-Emanuel Schmitt



krąży tu wokół Beethovena w dwóch opowieściach. Pierwszą "Kiki van Beethoven" czytałam z dużą ciekawością. Wzruszona, często rozbawiona. Druga "Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje" znużyła mnie. Spokojnie ją odłożyłam wybierając sen. Zabrakło mi w niej wyrazistych bohaterów, narracje zdominowały wywody i sentencje autora.

Pierwszą opowieść snuje starsza pani, która przebywając w domu spokojnej starości czeka na koniec życia. Stagnację starości rozrywa nagle muzyka Beethovena.



Kiki i jej stare przyjaciółki Zoe, Candie i Rachel zetknąwszy się z pośmiertną maską



 Beethovena



 uświadomiły sobie, że przestały słyszeć jego muzykę i że zastygły w nich uczucia, kiedyś budzone w nich tą muzyką. "Nie dosyć słuchaliśmy Beethovena, staliśmy się głusi". Z tej choroby bohaterki postanowiły się wyleczyć. Muzyką Beethovena, który "wie, że jest tylko człowiekiem, wie, że umrze, wie, że jego słuch się pogarsza, wie, że z walki z życiem nigdy nie wychodzi się zwycięsko, a jednak żyje dalej. Komponuje. Tworzy. Do końca."


Pierwsza  zaczyna słyszeć jego muzykę Rachel. Ale najpierw ona, Żydówka musi się zmierzyć z przeszłością w obozie Auschwitz,



 "bo chronimy się przed tym, co tragiczne, nie chcemy wiedzieć, wolimy zapomnieć. Nie mogąc zmierzyć ogromu cierpienia, nie możemy też ocenić odwagi. Ponieważ unikamy ciszy, nie słyszymy muzyki, która się z niej odradza."

Druga z przyjaciółek narratorki, Zoe odkryje dzięki Beethovenowi miłość przeżywaną w listach od Dalekiej, na podobieństwo Beethovena, który "nigdy nie zaznał odwzajemnionej miłości, a jednak miłość była jego religią. Zatytułował nawet jedno dzieło "Do dalekiej ukochanej"...



Liczy się to, aby powołać miłość do życia, a nie to, żeby być w miłości szczęśliwym".

Sama narratorka będzie potrzebowała pielgrzymki do Composteli




 u boku kogoś, kogo uważa za wroga, by pogodzić się z najbardziej bolesną stratą w życiu.

Tak się dorasta do "Ody do Radości".

Atutem książki jest też ostatni rozdział "Wiadomości wysłane przez Beethovena" - 6 nagranych na płytce utworów tego muzyka.

Warto posłuchać. Ku przebudzeniu.