Sztuka podróżowania - Alain de Botton

Sztuka podróżowania - Alain de Botton

19-07-2016


Życie mnie ostatnio porwało na tyle, że nie zdążyłam opisać kilku przeczytanych książek. Szkoda. Czar pierwszych chwil po zakończeniu książki minął.
"Sztuka podróżowania" przyciągnęła moją uwagę tytułem. Podróże to ważna część mego życia (szczególnie podróże do Indii, te wspominane i te planowane), więc warto wiedzieć, jak może na nie spojrzeć "filozof życia codziennego".
Swoje wrażenia Alain de Botton



 zawiera w pięciu cyklach esejów:
- Wyjazd
- Motywy
- Krajobraz
- Sztuka
- Powrót
Czytałam nie po kolei. Zaczynając od rozdziału "O sztuce, która otwiera oczy" że względu na osobę Van Gogha. Autor przebywając między Arles i Saint Remy uczestniczy w wycieczce po miejscach malowanych tu przez Van Gogha. Dzieląc się z nami wrażeniami z tej wycieczki i tym, jak przeżywa malarstwo Van Gogha. Pisze o odkrywaniu cyprysów



 i oliwek dzięki obrazom Van Gogha. W eseju ilustrowanym zdjęciami miejsc, w których powstały sławne dziś obrazy i reprodukcje i obrazów van Gogha (niestety czarno-białym) Alain de Botton pisze:
"Van Gogh uwydatnił jedynie proces, w który angażuje się każdy artysta - a mianowicie dokonywanie wyborów, które aspekty rzeczywistości pokazać, a które pominąć. Jak to wiedział Nietzsche, rzeczywistość jest nieskończona i nie da się przedstawić jej w całości.
Van Gogha odróżnia od innych prowansalskich artystów wybór tego, co uważał za istotne."



35-letni van Gogh w Arles przebywał 15 miesięcy. Ten czas zaowocował 200 obrazami, 100 rysunkami i 200 listami. Pracował tu "prędko, prędko, prędko, w pośpiechu, jak żeniec, który w palących promieniach słońca w milczeniu ścina kłosy, nie myśląc o niczym innym". "Pracuję nawet w południe, w pełnym blasku słońca, szczęśliwy jak cykada."
Van Gogh malował Południe. Wierząc, że "malując jakąś część świata artyści mogą otworzyć nam na nią oczy", tak jak Balzak, Flaubert, Zola i Maupasssant otworzyli mu oczy na psychologię francuskiego społeczeństwa.
W pozostałych rozdziałach znajdziecie:
- w rozdziale "O przyzwyczajeniu" historię Maistre na temat podróży po pokoju
- w rozdziale "O antycypowaniu" na temat podróży na Barbados i o tym, jak nasz nastrój określony przez porozumienie lub nie z bliską osobą określa to, co zobaczymy w podróży


- w rozdziale "O miejscach związanych z podróżowaniem" pojawiają się osoby poety Charlesa  Baudelaire'a i malarza Edwarda Hoppera



- w "O ciekawości" autor zestawia dwie podróże: swoją do Madrytu i Humboldta do Ameryki Południowej. Porównuje ciekawość Humboldta wobec Ameryki z własną obojętnością wobec zaplanowanego zwiedzania Madrytu.
- w rozdziale "Krajobraz"pisząc o wzniosłości wspomina Hioba i Synaj, pisząc o naturze i mieście poezję Wordswortha


- w "O posiadaniu piękna" o Johnie Ruskinie


Ja zaczęłam czytać od postaci, które mnie najbardziej zaciekawiły van Gogha i Flauberta. W rozdziale "O egzotyczności" autor zwiedzając Amsterdam wspomina Flauberta znudzonego rodzinnym Rouen, jego niechęć do spełniania oczekiwań rodziców (zaplanowane dla niego prawo w Paryżu), tęsknotę za Orientem, której spełnienie umożliwia śmierć ojca Flauberta.



Alain de Botton pisze swobodnie, dzieląc się z nami dużą wiedzą i erudycją. W swoim czasie zaczytywałam się "Dziennikami" Herlinga-Grudzińskiego. Tu znajduje podobne odniesienia do literatury, do malarstwa, choć brakuje motywu  współczującego nachylenia się nad cierpieniem obecnego u Herlinga-Grudzińskiego. To taka książka, w której dużo podkreśliłam, z której wypisałam strony, na których są słowa do zacytowania, do zapamiętania. Tyle tego, że pochłoniętej kolejnymi książkami brakuje mi czasu, by z tym jeszcze pobyć wypisując to sobie, więc może tylko jeden cytat. Na temat relacji z egzotycznością:
"Przyjemność może być jednak głębsza: możemy cenić zagraniczne elementy nie tylko za ich nowość, lecz również dlatego, że zdają się harmonizować z naszą tożsamością i naszymi przekonaniami lepiej niż wszystko, co ma nam do zaoferowania nasza ojczyzna.  (...) To, co odbieramy jako egzotyczne za granicą, może być identyczne z tym, czego na próżno łakniemy w ojczyźnie".
Ta myśl sprowokowała mnie do zastanowienia się nad moją pasją wobec Indii. W książce wiele słów budzi refleksję. Podróżuje się tu po miejscach świata, literaturze, malarstwie, umyśle urodzonego w Zurychu z ojca urodzonego w Egipcie i matki, wśród której przodków są sefardyjscy Żydzi Alaina de Bottona. I po własnym umyśle.
Warto poznać.