Obóz przejściowy (Rosja 2006)

Obóz przejściowy (Rosja 2006)

19-03-2016
 -  Taras między Czukotką a Alaską
Reż. Aleksander Rogożkin (Osobliwości narodowego wędkarstwa, Kukułka, Osobliwości narodowego polowania)
2006
rosyjski
Перего́н



 1943 rok. Od dwóch lata trwa w Rosji wojna z Niemcami. W ramach pomocy wojskowej Amerykanie przywożą do rosyjskiego obozu przejściowego na Czukotce



myśliwce. Na lotnisku czukockim świeżo upieczeni piloci mają je sprawdzić, zanim samoloty zostaną odesłane na zachód, na front rosyjski. Ku zaskoczeniu Rosjan pilotami samolotów okazują się młodziutkie Amerykanki.




Nieznajomość języka nie przeszkadza rosyjskim pilotom zakochać się w nich, czekać na nie, fantazjować o nich. Równolegle na lotnisku w tajemnicy przed wszystkimi rozwija się miłosna historia między trójką osób: dowódcą obozu Fomą Jurczenko (Aleksander Sieriebriakow),




 dowódcą lotniska Siergiejem Lisniewskim (Daniił Strachow)  i bibliotekarką i tłumaczką Iriną Zariewą (Anastazja Niemoliajewa).



Irina  nie pozostaje też obojętna młodziutkiemu pilotowi, którego uczy ona angielskiego (Iwan Prill),



a dowódcy obozu nie wystarcza miłość do Iriny, zaspokojenia zmysłów szuka też u innej kobiety. Sprawa komplikuje się, gdy pewnego razu Foma Jurczenko




 zostaje zabity i z Moskwy przyjeżdża  śledczy NKWDzista...

Opis filmu może wywołać wrażenie, że chodzi tu o  banalny melodramat, niemniej film jest naprawdę interesujący. Nie darmo zrealizował go mistrz klimatu Aleksander Rogożkin, który urzekł mnie w Kukułce. I tu i tam polarne krajobrazy, intensywność relacji  i bariera językowa między bohaterami. To śmieszna, to gorzka, jak w scenie, gdy jeden z pilotów daremnie próbuje opowiedzieć Amerykance, że jego przyjaciel, który właśnie zginął podczas lotu był w niej zakochany.



 Ani fakt miłości, ani śmierci nie dociera do osoby słuchającej.
Film bawi w wielu scenach, np. w nielegalnej podróży Czukcza do Ameryki, czy  w regularnym  łapaniu i wiązaniu szalejącego po alkoholu dowódcy.



Jednak śmiech bywa podszyty goryczą. Smieszna do absurdu okazaje się scena zebrania partyjnego, na którym ze śmiertelną powaga kilku dorosłych mężczyzn decyduje o losie małej świnki (jeden z moich ulubionych bohaterów filmu), o wysłaniu jej w charakterze prezentu dla sojuszników amerykańskich.  Z uwagą, że tak bogaty kraj jak Stany stać na wykarmienie świni, na które nie stać w ten czas głodnej Rosji. Taras odlatuje do Ameryki, a z przedstawienia tego w papierach trzeba się potem tłumaczyć w NKWD - и смешно и страшно.
W tej historii nie ma właściwie mniej ważnych bohaterów. Niemniejszą rolę  niż ci uwikłani w miłosne historie odgrywają Czukcze opowiadający kawały o sobie,



 żyjący obok rosyjskich lotnisk swoim życiem myśliwych



i politruk zawsze z psem (Jurij Ickow)


 i byli więźniowie polityczni, cienie siebie, wyglądający na swoich ojców,  i ogrodnik i kucharz, w przeszłym życiu skazany za sabotaż konstruktor lotnictwa Roman  Romadanowski (Jurij Orłow)




Wyraziste postaci, sugestywna gra aktorów,



dużo ciszy, niedopowiedzeń, intensywność przeżywanych uczuć, realizm odtwarzanego czasu (w cieniu lęków wzbudzanych przez NKWD) i piękno północnych krajobrazów i obrazów codziennego bałaganu i ładu lotniska



  - wszystko to sprawia, że film ten trwa i trwa w mojej pamięci.

P.S.

Czukotkę gra półwysep Kolski i brzegi jeziora Ładoga