Moje Ewangelie – Eric Emmanuel Schmitt

Moje Ewangelie – Eric Emmanuel Schmitt

04-11-2015
Kolejna po "Dziecku Noego", "Zapasach z życiem" i "Panu Ibrahimie i kwiatach Koranu" maleńka książeczka francuskeigo pisarza Erica Emmaneula Schimitta.


 Wprowadzeniem do niej jest opowieść autora o własnych doświadczeniach duchowych, a w niej słowa: "wychowałem się jako ateista w rodzinie ateistów, dlatego że studiowałem filozofię w absolutnie już materialistycznym Paryżu",


a potem wspomnienie z nocy zagubienia się w 1989 roku na Saharze podsumowane tak: "Podczas tej ognistej nocy przeżyłem mistyczne, spotkanie z Bogiem transcendentnym, który mnie uspokajał, który mnie uczył  i który dawał mi siłę tak wielką, że nie mogła pochodzić ode mnie". To doświadczenie



stało się impulsem do poszukiwań. E.E. Schmitt zaczął się rozczytywać  w świętych tekstach, "od buddysty Milarepy



 przez sufistę Rumiego




 aż po świętego Jana od Krzyża".



 Pewnej nocy jednym tchem przeczytał wszystkie cztery Ewangelie. Było mi to bliskie, choćby z racji tego, że w swoim czasie przepisałam po angielsku zdanie po zdaniu Księgę Hioba i dwie Ewangelie. Wędrowanie z Jezusem zdanie po zdaniu, krok za krokiem było niezwykłym doświadczeniem. Nawet jeśli nie było we mnie burzy przebiegnięcia przez nie jednym tchem. U Schmitta z tego doświadczenia wyrasta właśnie przedstawiona w tej książce "Ewangelia według Piłata", w której ten podobnie jak Jezus mierzy się z tajemnicą, w której oboje doświadczają czegoś nie do pochwycenia siatką rozumu: zmartwychwstania i mesjańskości Jezusa. E.E. Schmitt zaczyna swoją opowieść mówiąc, że chce się podzielić z nami nie tyle przekonaniami, ile wątpliwościami peiwen tego, że każdy z nas, wierzący i niewierzący pisze swoją piątą ewangelię.
Na "Moje Ewangelie" składa się opowieść  "Noc w Ogrodzie Oliwnym"



 i wspomniana "Ewangelia według Piłata".


W pierwszej Jezus mierzy się ze swoim życiem w noc przed pochwyceniem go i ukrzyżowaniem. W tej historii przedstawiono go w odniesieniu do Judasza, którego Schmitt czyni umiłowanym uczniem Jezusa (a nie Jana). Dlatego wybiera go, by zdrada pomógł dopełnić się zmartwychwstaniu.



Czekając, aby się dopełnił jego los Jeszua wspomina, jak wchodził w dojrzewanie jako rozczarowanie  pojmując, że człowiek jest "kimś-kto-nie-może... Kimś-kto-nie-może-wszystkiego-wiedzieć. Kimś-kto-nie-moze-wszystkiego-zrobić. Kimś-kto-nie-może-nie-umrzeć." Przed oczyma Jeszuy stają jego spotkania z kobietami, do których przemawiał, tymi, które mówią"prawdziwej, trafniej: ich usta znajdują się bliżej serca".



  Wspomina moment, gdy po raz pierwszy pojawia się w nim refleksja, że "powinien zachować miłość dla tych, którzy nie są ani dość piękni, ani zabawni, ani dość interesujący, by wzbudzić ją w sposób naturalny, dla tych, którzy są niemili". Mierzy się z tym, jak szukając siebie na pustyni, znajduje nie siebie, ale Boga.  "Wraz z Bogiem odkrywaliśmy beztroskę". Głosi ideę: "kochać bliźniego do tego stopnia, by przyjmować go z całą jego głupotą. Odpowiadanie agresją na agresję w myśl zasady oko za oko, ząb za ząb spowodowało tylko mnożenie się zła i co gorsze, je usprawiedliwiało. Opowiadanie na agresję miłością oznaczało zadawanie gwałtu przemocy, podsuwanie jej pod nos lustra, by ujrzała swoje pełne nienawiści, wykrzywione i szpetne oblicze."
Jeszua w tej opowieści cierpi, że głosząc "Przełom duchowy", królestwo, którego każdy pragnie w głębi duszy, nie jest słyszany, ze ludzie idą za nim spragnieni nie prawdy, ale cudów uzdrowień ciała. Mimo to pozostaje przekonany, że "Kto nie czuje się synem ojca, którego nie zna? Kto nie chciałby w każdym człowieku widzieć brata? ". Jeszua w tej historii zazdrości siły wiary Jehudzie (Judaszowi) w wchodzi w swoja historię jakby przyjmując zakład (na kształt Pascalowskiego zakładu. "Za kilka godzin okaże się, czy je daję świadectwo o mym Ojcu, czy jestem pomyleńcem. Jak wielu."

Czytałam z ciekawością i nieufnością. Zdecydowanie wolę poznawać Jezusa w Ewangeliach.

Ciekawsza dla mnie była Ewangelia według Piłata. Bliskie mi są jego rozterki, wątpliwości przedstawiane w liście do brata, do którego pisze on m.in."Zagadka uspokaja: to problem, który czeka na rozwiązanie. Tajemnica wywołuje niepokój: to problem, który nigdy nie zostanie rozwiązany. Pobudza do myślenia, działa na wyobraźnię".
W tej opowieści przemawia obraz Piłata, który pozmagawszy się z dochodzeniami w sprawie zniknięcia ciała Chrystusa wyrusza w drogę po Izraelu bezwiednie sam stając się  pielgrzymem, przyjmującym od Miriam z Magdali słowa:"Dobrze wiesz, że tę podróż odbywamy nie tylko na drogach,



 ale przede wszystkim w nas samych", a od swojej żony Klaudii "Wątpić i wierzyć,  Piłacie, to jedno i to samo. Tylko obojętność jest ateistyczna". W liście do brata słyszymy od Piłata echo słów jego żony,


 według której Jeszua
"Pozostawił ludziom wolność. (...) dając nam możliwość przyjęcia lub odrzucenia wiary. Czy można być zmuszonym do tego, by coś przyjąć? czy można być zmuszonym do miłości? (...)  Nazbyt nas kocha, by nas zmuszać. szanuje nas i dlatego pozostawia miejsce na wątpliwości. Ten wybór, jakiego pozwala nam dokonać, to inne imię jego tajemnicy."
Ciekawe, ale pozostawia niedosyt. Jakbym czytając pozostawała w wymiarach metrów kwadratowych a nie sześciennych.