Naan Kadavul (Indie 2009 - tamilski)

Naan Kadavul (Indie 2009 - tamilski)

09-01-2015
 - jestem bogiem
Reżyseria: Bala (Pithamagan, Nadhaa, Paradesi, Sethu, Avan Ivan)
Zdjęcia: Arthur A. Wilson (Avan Ivan, Anbe Sivam)
Muzyka:Ilayaraja (Pithamagan, Thalapati)
Język tamilski
2009 rok

Dziwię się, że w swoim czasie porażona Pithamaganem, a potem  zaciekawioną Nandhą,  potrzebowałam aż kilku lat, aby poszukać innych filmów Bali.



 Przecież wiedziałam, czego mogę się po nim spodziewać - poruszy mnie do żywego, wstrząśnie. I tak właśnie jest z tym filmem.

Naście lat temu przerażony niepokojącymi przepowiedniami astrologa ojciec odwiózł swojego synka do Varanasi



 i tam pozostawił go samego kapłanom. Teraz żałując swej decyzji rusza  na poszukiwanie  dorosłego już syna. Odnajduje go nad brzegiem Gangesu, wśród płonących na stosach trupów.



Przerażony jego obcością.




 Rudran (Arya) w miarę upływu  lat wyzwolił się z dziecięcej tęsknoty za bliskością, za przytuleniem, stopniowo uwolnił się ze wszelkich ludzkich więzi. Stał się aghori. Nieustraszonym.  Pokryty prochem ze spalonych ludzkich ciał, do obrzędów używający ludzkich kości jest tym, kto porzucony przez ludzi, odszedł odszedł jeszcze dalej. Pokonawszy lęk i obrzydzenie zamieszkał wśród umarłych. Dla żywych zamilkł. Na wzór swego boga Siwy jako aghori Rudran chodzi nago, lub nakłada na siebie całun z ludzkiego prochu. Czy jak oni



prowokuje ludzi żywiąc się ludzką padliną? Czy medytując nad zwłokami myśli o swoim ciele?

Czy świat w jego oczach jest jednym wielkim cmentarzem?



 Patrząc na niego wydaje się, że codziennie


obcując ze śmiercią i  medytując





 przekroczył już to, co w naszych oczach dzieli śmierć od życia i że mamy przed sobą żywego trupa, który w duszy czuje się bogiem, Siwą. Jednak posłuszny swojemu guru Rudran rusza z ojcem do jego rodzinnego miejsca, by tam nieodwracalnie odciąć się od więzi z przeszłością. Strząsa z siebie błagania matki, patrzy na nią jak na rzecz. Opuszcza dom, szukając dla siebie miejsca w ciemności.




Żyjąc w bliskości świątyń ściągnie na siebie uwagę jeszcze biedniejszych duchem - kalekich dzieci, ślepej dziewczyny,



 garstki nędzarzy wykorzystywanych przez silniejszych do żebrania. Rudran, który swoją niezwykłą siłę potrafi użyć, by zniszczyć krzywdziciela,



budzi w nich nadzieję na pomoc, na ocalenie...




Już wątek aghori bardzo mnie poruszył, ale gdy zobaczyłam okaleczonych ludzi,



 których znalazł Bala do ról najbardziej nieszczęsnych z nieszczęsnych, przedmiotów do wzbudzania litości i wyłudzania pieniędzy  dla ich właścicieli, serce mi się ścisnęło. Zdeformowane członki, pełzające kadłuby ludzkie, istoty, od których odwraca się twarz. W miarę jednak poznawania ich historii przestajemy widzieć kalectwo, coraz dotkliwiej przeżywając ich człowieczeństwo, ich tęsknotę za bliskością, radością, zrozumieniem. Wzburzeni kalectwem duchowym




 i moralnym tych, którzy  chciwi pieniądza sprzedają ich  jak rzeczy. Wyzysk był tematem innego filmu Bali -  Paradesi, odcięcie się od ludzi było udziałem tytułowego Pithamagana, opuszczenie przez najbliższych dotknęło bohatera filmu Nandhaa. Bala wraca do pewnych tematów, ale jakże inne, przejmujące historie tworzy. Wiarygodne dzięki grze, wyraziste w obrazach. 
I do muzyki Illayaraji.



Na pewno warto zobaczyć.


PIOSENKI:

Om Sivoham
Pitchai Paathiram