Sloneczniki

Wszystkie poranki świata - Pascal Quignard

Wszystkie poranki świata - Pascal Quignard

12-06-2014
Prószynski & S-ka Warszawa 1997
tłum. Krystyna Szeżyńska-Maćkowiak
franc. oryginał "Tous les matins du monde" 1991
str. 73



"Każdy z poranków świata przychodzi raz tylko, wszystkie mijają bezpowrotnie"




Oczy mi się zaświeciły na widok tej książki stojącej na półce pewnej biblioteki. Lata temu urzekł mnie film "Wszystkie poranki świata".



Zaczarował mnie muzyką na wiolonczeli, żarliwością pasji, miłością, która zwycięża śmierć, żółciobrązem obrazów. Odnalazłam go w tej książeczce. Maleńkiej, zaledwie siedemdziesięciostronicowej. Jej historia jest jak utwór muzyczny grany przez kilka osób: muzyka, pana
de Sainte Colombe, który nie może się pogodzić ze śmiercią swojej młodziutkiej żony, Toninki i Magdaleny, dwóch jego córek, które wychowuje samotnie i Marina Maraisa, syna szewca, który staje się uczniem pana de Sainte Colombe, wchodząc też w relacje z jego córkami.
W między czasie mija prawie czterdzieści lat. Ramy czasowe
(1650 - 1689) historii rozegranej pod Paryżem, obejmują też gdzieś daleko w tle  dramat Port Royal



 (kasacja związanego z Racine i Pascalem klasztoru cysterek



 domagających się odnowy moralnej).
W książce mijają wiosny i zimy. Obrazy
pierwiosnków i motyli zastępuje biel śniegu, drogi skute lodem, zamieć śnieżna, zaspy po kolana i porywisty wiatr. Mijają lata, a jak mówi owdowiały bohater "pościel w jego małżeńskim łożu wciąż nie wystygła". Grzana wspomnieniem żony.
Z wielu obrazów wyławiamy tu ten sławiący urok martwej natury z lutnią, talią kart,



 butelką wina i nutami, a może ten, gdy trio (pan Sainte Colombe i jego dwie córki) improwizuje razem na wiolonczelach, albo ten, gdy samotność pana Sainte Colombe pęka, gdy udaje mu się muzyką przywołać do siebie umarłą od lat żonę.
Najintensywniejsze uczucia  pojawiają się nie w relacjach między mężczyzną a kobietami, ale między muzykami: mistrzem i jego uczniem. Najważniejszym jednak bohaterem staje się muzyka, która z mocą zwycięża przemijanie i niepamięć. 
W książce
spotkamy radość starości, która zbliża poprzez oczekiwaną śmierć ku straconej w młodości ukochanej. Bohaterowie oddają się tu  sobie w miłości, zapominają o sobie, szukają się po latach, albo płodzą po dziewiętnaścioro dzieci, czy zaczytują się w "Ojcach pustyni". Mimo tego, że siebie zawodzą i rozmijają się ze sobą, w ostateczności stać ich na zrozumienie i pojednanie.


Kim jest autor "Wszystkich poranków świata"? Pascal Quignard,


 urodzony w rodzinie filologów klasycznych w 1948 roku pisarz, filozof, wykładowca uniwersytetów, tłumacz z greki, łaciny i chińskiego. Gra na wiolonczeli. Nagrodzony nagrodą Goncourtów za "Błędne cienie". Inne wydane w Polsce utwory to "Albucjusz", Słowo na końcu języka", "Seks i trwoga", "Życie sekretne", "Taras w Rzymie".

CYTATY:

o tych, co żyją dla świata, dla materii, a nie dla muzyki, dla ducha:

"Jesteście wszyscy topielcami. Zrozpaczeni, że utraciliście grunt pod nogami, chcielibyście pociągnąć za sobą innych, aby oni także pogrążyli się w odmętach".

"
- Czego poszukujesz w muzyce?
- Szukam żalu i łez."

"Muzyka istnieje po to, by  wypowiedzieć to, czego się nie da ująć w słowa... Małe źródełko dla tych, którym brak słów. Dla wspomnienia o dziecku. ... Dla stanu, który poprzedza dzieciństwo. Kiedy nie zna się jeszcze oddechu. Kiedy nie zna się jeszcze światła".